wtorek, 4 lutego 2014

Gejmisja- rozdział 1

Cześć wam! :D
Dziś powracam do was z tym dziwnym tworem, przez który bekę ze mnie mają
mój kumpel z klasy, moja beta i ja sama xDD
Ale od początku.
Pewnej grudniowej soboty po południu odkurzałam sobie dywan.
O niczym nie myślałam, jedynie odkurzałam dywan!
Aż nagle w moim zrytym mózgu pojawiło się jedno, jedyne słowo:
GEJMISJA
Zaczęłam się śmiać, ale w mojej głowie powoli zaczął rodzić się
pomysł na fanficka. 
Oczywiście popełniłam ten błąd i powiedziałam o tym
paru osobom, przez co zostałam zmuszona do napisania tego czegoś,
nie mogąc się już wycofać xDD
Ficzek dedykuję Kyu__Yeol, Mako, Hikari, Deulim i Veneni, dzięki którym
(albo przez które) przeczytacie to, co zaraz przeczytacie xDD
Kyu__Yeol i Mako pomogły mi wybrać pairing ^w^ A Hikari, Deulim i Veneni
dopilnowały, żebym nie zrezygnowała XD
Indżojujmy razem Gejmisję~! xDD
Ps A ja dalej się śmieję sama z siebie xDD  

 * * *

-...Hae...
Brązowowłosy chłopak wpatrywał się tępo w przestrzeń, myśląc o niebieskich migdałach. Chociaż tak na dobrą sprawę migdały nie były ani niebieskie, ani nie miały brązowych oczu i rudych włosów, więc de facto nie mógł o owych migdałach myśleć. Czyli myślał o czymś innym. Rudowłosym i brązowookim. Ale nie o migdałach. Bo te nie miały włosów i oczu.
-...Hae.
Brązowowłosy ponownie zignorował wołanie, myślami będąc przy nie-migdałowym czymś. Bardzo przystojnym czymś, według jego subiektywnej oceny.
- Donghae!
Z krainy marzeń o żywym nie-migdale wyrwał go nagły cios w potylicę. Chłopak stracił równowagę i zleciał z murka, na którym chwilę temu siedział i rozmyślał. O migdale. Który nie był migdałem. Szczegóły, nie czepiać się.
Donghae podniósł głowę, wpatrując się siedzącego na kamieniach kumpla. Czarnowłosy patrzył na niego z dezaprobatą i lekką złością.
- Ty sadysto...- jęknął poszkodowany, rozcierając bolące pośladki
- To za to, że mnie nie słuchasz- sadysta skrzyżował ręce na piersiach, chcąc pokazać swoją wyższość nad przyjacielem. Nie musiał, i tak siedział wyżej.
- Hyung!- krzyknął do siedzącego obok czarnowłosego chłopaka
- Co?
- Hyukjae się nade mną znęca!- zaskomlał Hae, robiąc minę zbitego szczeniaczka- Sungmin hyung!
Sungmin podniósł wzrok znad trzymanego w dłoni komiksu i spojrzał na swego dongsaenga, znudzony.
- Czemu leżysz na ziemi?
- Bo ten cham mnie zrzucił!
- Jestem twoim hyungiem, okaż mi szacunek!- zbulwersował się Hyukjae
- Dobra. Cham hyung- Donghae wyszczerzył się, postanawiając pobyć chwilę wrednym
- Ty mendo przebrzydła...- wysyczał Hyuk
- Nie wywołuj wilka z lasu, Hyukkie- uśmiechnął się Sungmin
Hyukjae odwrócił się do Mina, zaskoczony.
- Myślisz, że jak tak będę gadać, to on nagle wyskoczy z krzaków?
Najstarszy zaśmiał się krótko.
- Mało razy tak robił?- odparł
Cała trójka z niepokojem zerknęła na pobliskie chaszcze, wyczekując z napięciem nadejścia ich znajomego. Po kilku minutach odetchnęli z ulgą, pewni swego bezpieczeństwa.
- Kyuhyun pewnie teraz gra- powiedział Donghae, rozluźniając się- Za Chiny ludowe teraz tu nie przyjdzie.
Koledzy przytaknęli mu ochoczo, modląc się w duchu by była to prawda. Kyuhyun lubił pojawiać się w ich towarzystwie bez uprzedzenia, ale zawsze wtedy, gdy o nim rozmawiali. Nikt nie wiedział, jak to robi, ale podejrzewali, kto go tego nauczył.
- Jongwoon to zło- oświadczył z kamienną miną Hyukjae- Po co uczył Kyu, jak poruszać się jak duch?
- Cholera wie- westchnął Ming- Ale Yesung czasami mnie przeraża, wiecie?
- A co ja ci zrobiłem?
Cała trójka podskoczyła, wystraszona, gdy za plecami Sungmina stanął obiekt ich dyskusji. Hyuk złapał się za serce, mrucząc coś pod nosem o zawale i wezwaniu pogotowia a Hae w duchu rozważał podjęcie nauk u króla żółwi. Przecież gdyby umiał stawać się niewidzialny, jak Yesung, to mógłby czasami wybierać się by popatrzeć na swego migdała. Który był człowiekiem, nie orzechem. Nie ważne.
- Stary- wydyszał Min- jak ty to robisz?
Jongwoon wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko.
- Nie wiem, ale to fajne.
- Nie dla nas!
Yesung usiadł koło Hyuka na murku i machając wesoło nogami, spytał:
- Więc o czym rozmawialiście?
- O tym, jak nauczyłeś naszego maniaka komputerowego się skradać niczym jakaś zjawa z kiepskiego horroru...- zaczął Ming
- I o tym, że Hae nie okazuje mi szacunku.- Dokończył Hyukjae- Jestem jego hyungiem!
- Jesteś ode mnie starszy o kilka miesięcy- zauważył Donghae- Chodzimy do tej samej klasy, małpo!
- Nie gadaj mi tu o szkole, wakacje mamy- warknął Yesung- I niby jak nie okazywał ci szacunku?
- No ja opowiadałem o tym, jak moja sąsiadka prawie się rozebrała przy odsłoniętym oknie- chłopak uśmiechnął się na samo wspomnienie płaskiego brzuszka dziewczyny i jej przerażonego pisku, gdy go dostrzegła, wpatrującego się z napięciem w jej okno. Bezcenne wspomnienie- a ten tylko siedział i gapił się w przestrzeń. Powinien jakoś zareagować, nie wiem, oślinić się czy coś!
- Ona mnie nie interesuje- parsknął Hae
Hyuk pochylił się w jego stronę z dziwnym błyskiem w oku.
- A może...- zaczął, uśmiechając się chytrze- może ciebie w ogóle nie obchodzą dziewczyny, hmm?
Przez chwilę panowała cisza. Raz kozie śmierć, pomyślał Donghae i podniósł wzrok na najlepszego kumpla.
- A nawet jeśli, to co?
Hyukjae zamurowało. Otworzył parę razy usta jak ryba, zdziwiony. Jego kumpel gejem? Tego się nie spodziewał.
- A kto cię interesuje?- Spytał z łagodnym uśmiechem Sungmin. Nic nie miał do gejów. Był tolerancyjny.
- Migdały...- wymruczał Hae pod nosem, na co reszta spojrzała po sobie, nie rozumiejąc
- Co to są migdały?
Yesung rozejrzał się wokoło, szukając czegoś. Nagle krzyknął:
- Kyuhyun, chodź no tu!
Najbliższy krzak poruszył się gwałtownie i po chwili wynurzyła się z niego ludzka głowa, należąca do młodego padawana króla żółwi.
Jongwoon machnął na niego niecierpliwie.
- Wyłaź stamtąd, Kyu.
Pozostała trójka patrzyła na maniaka Starcrafta z niemałym zdumieniem. I podziwem. Ile tam siedział? Kiedy przyszedł? Czemu go nie zauważyli?
- Czego chcecie? Grałem- Kyuhyun skrzywił się, lokując swoje cztery litery koło Donghae
- To jest już mobilna wersja Starcrafta?
- W Pou grałem, łosie- prychnął lekceważąco
- Nie ważne- uciął Yesung- Kyu, wiesz, co to migdały?
- Takie orzechy a co?
- Donghae jest orzechoseksualny?
Hyuk ryknął śmiechem, prawie spadając na ziemię.
- Orzechoseksualny, o ja cię pierdzielę...!
- Zamknij się- warknął Hae- Tak mi się po prostu skojarzyło.
- Co?
- No bo jak się ktoś zamyśli, to się mówi, że myśli o niebieskich migdałach, nie?- Wyjaśnił, patrząc się na kumpli jak na bandę idiotów- Poza tym- rozmarzył się- on ma takie piękne oczy...
- On?- Zapytał Kyu- Donghae jest gejem?
- Na to wychodzi- stwierdził Min
- Wow.
- No.
Zapadła cisza, przerywana jedynie szelestem poruszanej przez wiatr reklamówki. Yesung pomyślał, że ta tocząca się siatka na zakupy przypomina mu stare amerykańskie westerny. Cóż, był to naprawdę dziwny człowiek, więc się mu nie dziwcie.
- Zakochałeś się?- Spytał już łagodniejszym tonem Hyukjae
Donghae jedynie kiwnął głową, nie patrząc na przyjaciół. Wbił wzrok we własne buty, od niechcenia zdrapując z nich resztki zaschniętego błota.
- Głowa do góry, stary, pomożemy ci!
Chłopak spojrzał na Hyuka z niedowierzaniem.
- Ale jak to...?- Wyjąkał- Przecież...
- Jesteśmy przyjaciółmi, Hae- odparł spokojnie Sungmin
- A przyjaciele sobie pomagają- dodał Yesung, uśmiechając się radośnie
- Tylko nam powiedz, kto to.
Donghae zarumienił się nagle, ponownie chowając swą twarz. Wymruczał coś niezrozumiałego w swoje kolana, a gdy Hyuk kazał mu powtórzyć, napięte dotąd nerwy chłopaka puściły.
- Heechul hyung!- krzyknął zdenerwowany, obserwując szok malujący się na obliczach przyjaciół.
- Heenim?- Upewnił się Jongwoon
- Uhum...
- Kurna... To będzie ciężki orzech do zgryzienia- uznał najstarszy w towarzystwie
- Raczej migdał- zauważył rozbawiony Hyuk
- To też.
- Beznadzieja- jęknął Donghae
- Wcale nie!- zaoponował Kyuhyun, wyciągając z plecaka wielki notes i długopis
Chłopak przez kilka minut nie odzywał się, skrobiąc coś zawzięcie. Kiedy któryś z jego hyungów próbował coś z niego wyciągnąć, Kyu warczał na niego niczym pies chory na wściekliznę. Albo jak on sam, odciągany od ukochanej gry. Od Starcrafta, nie Pou.
W końcu wyciągnął przed siebie notes z radosnym okrzykiem.
- Co tam masz?- Chciał wiedzieć Min
Kyuhyun wyszczerzył się złowieszczo.
- Plan działania.- Szybko przekartkował zeszyt, zatrzymując się na pierwszej stronie, którą, będąc wielce profesjonalnym, opatrzył tytułem.
Przyjaciele przez moment nie odzywali się, próbując ogarnąć wytwór wyobraźni młodszego kolegi.
Jako pierwszy otrząsnął się Yesung.
- Serio? "Gejmisja"?
- No!- najmłodszy aż podskoczył na murku z radości- Zgejimy Heechula!

poniedziałek, 3 lutego 2014

Będziesz ojcem...

Przysięgam na moją sympatię do Cho Kyuhyuna, na mój
fangirlizm, zmysł yaoistki i na wszystkie fanficki kpopowe świata, że
planując ten event, ten one shot trafił na ten dzień ZUPEŁNIE PRZYPADKIEM xDD
To nie tak, że chciałam wrzucić coś takiego akurat w urodziny Kyu...
Właśnie!
Wszystkiego najlepszego, ty moja ukochana mendo przebrzydła <333
Nie, żeby coś, ale zostałeś mym biasem w swoje 26te urodziny, więc
nie obraziłabym się, gdybyś wydał solo gdzieś w okolicach mojej osiemnastki :3
Nie przedłużając już...
Enjoy~!
Ps Ja naprawdę zrobiłam to niechcący Q__Q

Tytuł: Będziesz ojcem...
Pairing: KyuMin (Kyuhyun x Sungmin- Super Junior)
Gatunek: Komedia
Beta: Czytała i ma ze mnie niezłą bekę xD
Ostrzeżenia: Walnięte poczucie humoru (lub choroba psychiczna) autorki... I wspomniane sceny +18. Ale tylko wspomniane, nie cieszcie się xDD

* * *


Było ciemno. Nic nie widział, ale to mu zupełnie nie przeszkadzało. Wystarczał mu sam zmysł czucia. A czuł wiele. Wysoką temperaturę, panującą w ich pokoju. Gorący oddech ukochanego, muskający jego wargi, szyję, tors. Jego jedwabistą skórę, tak miłą w dotyku. Mięśnie, zaciskające się na jego członku coraz to mocniej i mocniej. I tarcie, gdy poruszał się w nim coraz szybciej i szybciej, dążąc do wspólnego spełnienia…
- Kyuhyun…!
Maknae otworzył niechętnie oczy, powracając do rzeczywistości. Jak śmiał mu przeszkodzić we wspominaniu? Jakim prawem? Kij z tym, że to dotyczyło w dużej mierze jego samego- Kyuhyun wspominał!
- Sungmin, zabiję cię- wysyczał w stronę siedzącego obok chłopaka
Lee uniósł brew, udając zaskoczenie.
- Siedziałeś już tak dłuższą chwilę. Tak nie wypada przy stole, Kyu- zauważył starszy, jednak po chwili zapytał- O czym tak myślałeś?
Cho spojrzał na niego znacząco.
- Och…- po minie Mina widać było, iż się domyślił
- Właśnie. Jestem teraz na ciebie zły. Szykuj się na śmierć.- Oznajmił, szepcząc mu do ucha tak, żeby tylko Min to usłyszał- Ale zanim cię zabiję, to cię przelecę. Więc na to też się przyszykuj, słonko.
Sungmin rzucił szybkie spojrzenie na resztę zespołu, zgromadzoną przy wspólnym posiłku. Gdy upewnił się, że nikt nie zwraca na nich najmniejszej uwagi, odwrócił się do swojego chłopaka z naganą w oczach.
- Nie przy stole!- Syknął, oburzony- Zresztą, robiliśmy to dwa tygodnie temu!
- Aż dwa tygodnie- jęknął maknae, robiąc cierpiętniczą minę- Minnie, tęsknię, wiesz…?
Ming westchnął cicho.
- Ja też…- przyznał po chwili- Ale jak będziemy mieć trochę więcej luzu, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy znowu pojechali za miasto…
- Na tydzień- uciął młodszy
- Co?
- Tydzień. Nie wypuszczę cię stamtąd przez cały tydzień.
- Chryste…- przeraził się Lee- Mój tyłek tego nie wytrzyma…
- Będę delikatny- obiecał Kyu z wesołymi ognikami w oczach
Zanim Sungmin zdążył wyrazić swe wątpliwości wobec delikatności Kyuhyuna w łóżku, do młodszego podeszła średniego wzrostu brunetka, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Kyuhyunnie, widziałeś gdzieś moją torebkę?- Spytała, rozglądając się po pokoju bezradnie
- Chyba ją zostawiłaś na sofie w salonie… Wszystko w porządku, noona?- Kyu zmarszczył brwi, wpatrując się w bladą twarz starszej siostry
Ahra uśmiechnęła się lekko, głaskając młodszego brata po głowie.
- Jestem po prostu zmęczona- odparła, po czym dodała nieco głośniej- Zaraz wracam, poczekajcie z tym deserem. Słyszałeś, Ryeowook-ah?- Zwróciła się ze śmiechem do człowieka, który nie pozwolił umrzeć z głodu reszcie zespołu
- Z tym to do Shindonga, nie do mnie!
Przy akompaniamencie śmiechu jedenastu mężczyzn, Ahra opuściła kuchnię. Chwilę później Sungmin dostrzegł, jak wraz ze swoją zaginioną torebką zmierza w stronę toalety. A szkoda, sam miał ochotę ją odwiedzić… W sensie toaletę.
- Mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku- powiedział Kyuhyun- Ostatnio nie wyglądała za dobrze.
- Nic jej nie będzie- pocieszył go Lee
-Oby.
Ming uśmiechnął się szeroko, widząc jak jego chłopak troszczy się o starszą siostrę. Miło było czasami zobaczyć dobrą stronę evil maknae, choć ta nieczęsto miała okazję ujawnić się światu.
Po kilkunastu minutach zerkania w stronę toalety, Lee miał ochotę tam pobiec i nawet siłą wyciągnąć noonę swego chłopaka na zewnątrz. No ile można załatwiać te sprawy? Sungmin rozumiał, że Ahra była kobietą i tak dalej, ale nie była tu sama a jemu chciało się siku! I to pilnie! Już ledwo wytrzymywał i wiercił się na krześle, co Kyuhyun niemo komentował znaczącym spojrzeniem i sarkastycznym uśmieszkiem. Zboczeniec, pomyślał Min. Już miał wstawać i biec do pokoju po bombę dymną w celu wykurzenia Ahry z toalety, gdy Ryeowook zawołał:
- Ahra-ah! Bo Shini zaraz zje twój deser!
Chłopcy usłyszeli głośny trzask i narastający tupot dziewczęcych stóp. Chwilę później zdyszana panna Cho wpadła do kuchni, mordując Shindonga wzrokiem.
- M-mój… Mój deser… Wara od mojego deseru…- warknęła, na co Shini schował się za plecami Heechula, w nadziei, iż kociarz go obroni
Korzystając z zamieszania, Sungmin wymknął się z pomieszczenia i potruchtał do miejsca swego przeznaczenia.
Rozpiąwszy spodnie i zsunąwszy bieliznę, w końcu mógł sobie ulżyć w cierpieniach. Nie wierzył, że w ciągu ostatnich paru godzin wypił aż tyle, żeby jego pęcherz aż rozsadzało. No nie wierzył i tyle.
- SUNGMIN, RUSZ DUPĘ, ALBO ZAWOŁAM KYUHYUNA, KTÓRY CHĘTNIE CI JĄ STARANUJE, JAK MU ZAPŁACĘ! WYŁAŹ!- ni z tego, niż z owego pod drzwiami znalazł się Heechul, waląc głośno w drzwi
Lee podskoczył gwałtownie, przestraszony, niechcący rozbryzgując resztki moczu wokół klozetu. Szybko naciągnął na siebie ubranie i urwał spory kawałek papieru toaletowego, wycierając kafelki. Nagle wzrokiem natrafił na podłużny, biały przedmiot. Chcąc go wytrzeć, wziął go do ręki i wtedy dostrzegł…
- C-co…?- Jęknął cicho pod nosem- Niby jak ja…
- LEE SUNGMINIE!
- J-już wychodzę, Heechul hyung!- Rzucił w stronę drzwi, po czym wsunąwszy przedmiot do kieszeni, szybko umył ręce i ulotnił się z łazienki
Resztę wieczoru przesiedział w milczeniu, co jakiś czas przywołując sztuczny uśmiech na twarzy by nikt go nie spytał, co się dzieje. A spytaliby, gdyby nie udawał. Ale Sungmin był dobrym aktorem i wszyscy mu uwierzyli.
No. Prawie wszyscy.
Po kolacji, gdy cały zespół w towarzystwie siostry ich maknae skierował się do salonu w celu wypicia kawy (lub czegoś mocniejszego), Kyuhyun zaciągnął swego chłopaka do najdalszego pokoju.
- Co się dzieje, Sungmin?- Spytał z troską w głosie- Cały wieczór siedzisz jakiś taki nieswój…
Sungmin się zawahał. Niby jak ma mu powiedzieć coś takiego…?
Cho podszedł do niego i objął twarz Lee dłońmi.
- Powiedz mi, Minnie… Proszę…
Min spojrzał w zmartwione oczy swego ukochanego i wydusił:
- Chyba jestem w ciąży.
Kyuhyun zamarł na chwilę, gapiąc się na swojego chłopaka jak na idiotę.
- Kochanie- zaczął ostrożnie, nie wiedząc, czy z chłopakiem na pewno jest wszystko w porządku- nie wiem, czy jesteś tego świadomy, ale jesteś mężczyzną.
- Przecież wiem.
- Więc niby jak miałbyś zajść w ciążę?
- No bo ostatni raz uprawialiśmy seks dwa tygodnie temu a ja przez przypadek nasikałem na test ciążowy…- wyjąkał Sungmin, nie patrząc Cho w oczy
Kyuhyun zamrugał kilka razy, zaskoczony.
- Jaki, do cholery, test ciążowy?
Lee wyciągnął rzeczony przedmiot z kieszeni i podał go maknae. Ten przyjrzał się uważnie wyraźnie rysującym się dwóm kreskom, oznaczającymi ciążę, po czym podszedł do drzwi i otworzył je z rozmachem.
- Ahra, chodź no tu!- Wydarł się na cały korytarz
Po chwili w pokoju pojawiła się jego noona z pytającym wyrazem twarzy. Młodszy Cho pokazał jej test.
- To twoje?
Dziewczyna zbladła nagle, wbijając wzrok w przedmiot.
- Jezu Chryste…- jęknęła, zanim osunęła się na ziemię
Kyuhyun chwycił siostrę w ramiona i położył ją na stojącym pod oknem łóżku.
- Ale czad. Będę wujkiem- wyszczerzył się do swojego chłopaka
Sungmin odetchnął z ulgą.
- Dobrze, że nie ojcem.
- Neh, zawsze możemy się o potomstwo postarać. Ja nie mam absolutnie nic przeciwko.

wtorek, 28 stycznia 2014

S.P.Y- rozdział 1

I znowu dziury w evencie Q.Q
Czemu zawsze, jak mam wenę, to albo mam szkołę, albo coś mnie łapie?! No czemu?!
Bo wiecie, poprzedni tydzień to był dla mnie istny wyścig szczurów, w środku którego
oczywiście musiałam przemarznąć (spłoń, zimo...) i musiałam się pochorować ;__;
Ale oczywiście, mimo że wypluwam sobie krtań i czuję się (teraz na szczęście już mniej) 
jak zwłoki, to gorączki nie mam -,- Przynajmniej nie na tyle wysokiej, żeby w domu zostać.
I tak, truposz ze mnie, ale "idź do szkoły, dziecko, idź, to nic, 
że w piątek ledwo mogłaś mówić, 
taka byłaś zachrypnięta,
i w ogóle od tygodnia wypluwasz przełyk, idź do szkoły, idź!" <--- ja to odebrałam właśnie tak xd
Dobra, starczy mojego marudzenia, bo zaraz już na dobre mnie zostawicie Q.Q
Ale serio, strasznie mi było przykro, jak widziałam, że wchodzicie i czekacie na ffy a 
ja leżałam pod kocem i umierałam, popijając mającą wyleczyć mnie chemię TT.TT
Normalnie mam wyrzuty sumienia.
Ale że dzisiaj nie poszłam sobie na wf (chyba jedyna zaleta bycia chorą- zwolnienie z wfu xD)
to podreptałam sobie bo śniegu do domku i usiadłam do kompa, pisząc pierwszy rozdział
nowej serii.
Wpadłam na ten pomysł, słuchając Super Junior - SPY xD
No bo plz, spójrzcie na nich! Niektórzy z Juniorów aż się proszą, żeby z nich agentów
wywiadu zrobić! A że obiecałam już komuś KyuSunga... Taak, kolejny ff z Kyu ^^" No ale co ja, biedna autorka (hahahaha, nie -,-) mogę... Bias kazał ._.
Także! Fanfick w całości dedykuję Deulim. Słoneczko, zdrowiej :<
UWAGA! Rozdział nie został zbetowany (Veneni w szkole a ja już chciałam publikować, bo nie wiem, na ile wejdę wieczorem na lapka xd). Mam nadzieję, że mi to darujecie. To i te dziury. Nadrobię to Q__Q
Part wprowadzający do fabuły, więc króciutki :3
Enjoy~

* * *

Na ulicy panował gwar. Ludzie mijali się, śpiesząc dokądś, umyślnie lub przypadkiem potrącając innego przechodnia. Młodzież, chcąc choć w niewielkiej mierze odciążyć swych rodziców, stała na chodniku z ulotkami, wciskając je w dłonie każdej osobie, do której mogli dosięgnąć. Pod ścianą siedział starszy mężczyzna z gitarą, usiłujący zarobić parę groszy śpiewając ballady ze swych młodzieńczych lat. Popiół z papierosa odrywał się od skręta przy gwałtowniejszych ruchach ust, ginąc w gęstwinie siwej brody. Samochody gnały po asfalcie, rozgrzewając go niemalże do czerwoności. Gdzieś na drugim końcu ulicy miał miejsce wypadek i powoli tworzył się korek. Co niecierpliwsi kierowcy trąbili na innych ze złością, jakby w nadziei, że irytująco głośny dźwięk pozwoli im na ruszenie w dalszą drogę.
Cały świat biegł, tkwił w zamkniętym kole pośpiechu za nieznanym, za celem swego istnienia. Zdawać by się mogło, że tylko ten wielki budynek, o który opierał się brzdąkający na gitarze staruszek, trwał na swoim miejscu. On i mężczyzna, który stojąc praktycznie na samym krawężniku, wpatrywał się w jego fasadę już dobre kilka minut, jakby nie mogąc się zdecydować czy wejść, czy zostać na zewnątrz.
W końcu ruszył na przód, przedzierając się umiejętnie przez gąszcz ludzkich ciał. Wyminąwszy tłum, stanął przed drzwiami. Ostatni głęboki wdech, mający za zadanie pozbawić go reszty targających nim wątpliwości. Nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły.
W środku oczekiwała go cisza i spokój. Nikt nie biegał nerwowo z jednego końca pomieszczenia do drugiego (może z wyjątkiem chłopców na posyłki), nikt nie krzyczał (oprócz sprzątaczki, złej na nowozatrudnioną stażystkę). Panował ład i porządek.
Tajemniczy mężczyzna podszedł wolnym krokiem do recepcji. Wbił wzrok w siedzącą za ladą brunetkę, obecnie uzupełniającą dokumentację. Oczywiście przy pomocy komputera. W końcu to bardzo nowoczesna organizacja.
- Przepraszam- odezwał się po chwili przybysz
Recepcjonistka spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Och, już pan wrócił?- Spytała z uśmiechem- Nie spodziewałam się pana tu zobaczyć w tym miesiącu.
Mężczyzna przeczesał palcami brązowe włosy, odwzajemniając uśmiech.
- Jakoś tak wyszło, że skończyłem wcześniej.
- Jest pan szybki- dziewczyna puściła mu oczko
- Jestem profesjonalistą, Sandaro- zaśmiał się krótko, po czym spoważniał- Szef u siebie?
Dara westchnęła.
- U siebie. Kazał sobie nie przeszkadzać, bo na kogoś czeka- spojrzała na niego nieco niepewnie-Chodziło o ciebie, prawda?
- Nic mu nie mówiłem!- Brązowowłosy podniósł dłonie w obronnym geście
- Ten człowiek wie wszystko!- Roześmiała się dziewczyna
Sandara sięgnęła do intercomu. Po naciśnięciu odpowiedniego guzika, powiedziała do mikrofonu:
- Panie dyrektorze Park, pan Cho przyszedł.
- Zaproś go.
Brunetka uśmiechnęła się do Cho, wskazując mu odpowiednią drogę. Zupełnie, jakbym nie pamiętał, którędy iść, prychnął w myślach. Jednak po chwili zastanowienia uznał, że w sumie mógłby nie pamiętać. Ile czasu minęło, odkąd nie było go w Seulu? Nie licząc sporadycznych kilkudniowych wizyt by złożyć raport ze swych działań, to z pół roku na pewno. Sześć miesięcy z dala od ukochanej stolicy, od domu. Pół roku w terenie, bez możliwości poinformowania rodziny o swoim stanie. To całkiem dużo jak na tak młodego agenta. Chociaż, jeśliby porównać nieobecność Cho do Jego zniknięcia…
Nie! złajał się w duchu, wymierzając sobie mentalny policzek. Nie wspominaj Go już! Nie myśl o tym kretynie, debilu, żmii przebrzydłej, kłamcy… DOSYĆ!
Gdy stanął przed drzwiami dyrektora, był zmuszony do wzięcia kilku głębszych wdechów by się uspokoić. Myśli o Nim działały na niego jak czerwona płachta na byka. Pomimo znaczącego upływu czasu (oraz kilku prawych sierpowych od znajomego boksera, żeby, jak tamten twierdził, „w końcu się ogarnął”) nie potrafił wyrzucić z pamięci ani swej złości, ani obiektu ową złość powodującego.
Cho poprawił czarny garnitur i zapukał dwukrotnie, po czym, usłyszawszy ciche proszę, wszedł do gabinetu.
Pokój był urządzony w nowoczesnym acz skromnym stylu. Ściany pomalowano na nieskazitelną biel, która idealnie kontrastowała z głęboką czernią szaf, półek i foteli. Szerokie na pół ściany okno wieczorami okrywały śnieżnobiałe zasłony, obecnie artystycznie związane po bokach szyby. Przy suficie kręcił się połyskujący czernią wiatraczek. Gdzieniegdzie stały czarnobiałe nowoczesne lampy. Nieco koloru wnosił stojący w roku pokoju soczyście zielony kwiatek.
- Kyuhyun! Jak miło cię widzieć, chłopcze!
Siedzący dotąd za szerokim biurkiem (prawdopodobnie jedynym białym meblem w pomieszczeniu) mężczyzna wstał z fotela by uściskać gościa. Dyrektor Park był wysoki i przystojny (według żeńskiej części pracownic… i nie tylko). Ciemne włosy opadały na czoło, tak często marszczące się ze zmartwienia i oczy, które, gdy tego chciał, przypominały ślepia biednego, skrzywdzonego szczeniaczka. Usta co chwilę wyginały się w radosnym, szczerym uśmiechu. Słowem- dobry człowiek. Lub Park Jungsu.
- Ciebie też, Teuk- odparł Kyuhyun, odwzajemniając uścisk
- Nie pozwalaj sobie, Cho!- Rzucił żartobliwie Park, w branży zwany Leeteukiem, trącając młodzieńca zaczepnie w ramię
- Dobrze, szefie- zachichotał. Zawsze czuł się komfortowo w towarzystwie starszego
- Więc- zaczął Leeteuk, gdy usiedli na sobie przeznaczonych miejscach- jak poszło?
Kyuhyun wyciągnął z torby grubą teczkę i położył ją przed dyrektorem.
- To było prostsze, niż przewidywaliśmy, hyung- oznajmił, wzruszając ramionami- A przynajmniej ostatni etap. Łatwiej mi było stamtąd uciec niż się do nich przedostać, jeśli mam być szczery.
- Zdobyłeś wszystkie informacje?- Zapytał Jungsu, biorąc do ręki dostarczone dokumenty
- Plus parę ekstra nowinek- Cho był z siebie cholernie dumny i było to po nim widać
Park zaśmiał się, widząc minę młodszego.
- Powinienem się tego spodziewać. Jesteś w końcu jednym z moich najlepszych agentów.
- Mów mi więcej.
- Żebyś mi tu spoczął na laurach, dzieciaku? Nigdy w życiu.
Kyuhyun roześmiał się radośnie, odchylając się na fotelu. Westchnął ciężko.
- Zmęczony?- Spytał Leeteuk
- Trochę- przyznał Cho- Mimo wszystko pół roku w terenie, nawet z przerwami, bywa męczące.
Park pokiwał wolno głową.
- To prawda- przyznał- jednak pamiętaj, że agenci wyjeżdżali na dłuższe misje.
- Wiem- ponownie westchnął brązowowłosy- Mimo wszystko chciałbym parę dni odpocząć… Mogę?
- Możesz- zgodził się szef- Przyda ci się urlop.
Kyuhyun podniósł się nieco. Znał ten ton. Leeteuk mówił tak do niego tylko wtedy, gdy…
- Masz dla mnie trudne zadanie, hyung?- Chciał zapytać, jednak to bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie
Jungsu wyprostował się w fotelu, nagle poważniejąc.
- Bardzo trudne.
Cho zaświeciły się oczy. Uwielbiał adrenalinę.
- Jak bardzo?
- Bardzo- uciął szef, po chwili dodając- Otrzymacie wspólnika, agencie 013.
Brązowowłosy skrzywił się lekko. Agent 013. Na początku ta liczba niezmiernie go denerwowała. Dlaczego 13? Czemu nie 007, jak James Bond? Jednak z czasem on i jego koledzy po fachu wymyślili dla niej uzasadnienie. Bo skoro bondowe 007 oznaczało agenta z licencją na zabijanie, to 013 Kyuhyuna prawdopodobnie miało reprezentować szpiega z licencją na sianie pecha. Oczywiście u wroga. Bo prawda była taka, że gdziekolwiek by Cho nie posłano, celowi zawsze działo się coś dziwnego. Coś, w co nikt nigdy nie chciał wnikać. Na wszelki wypadek.
- Wspólnika?- Zdziwił się Kyuhyun- Kogo?
W tym momencie drzwi otworzyły się i w drzwiach stanął…
- Agencie 013, poznajcie agenta 004- Leeteuk uśmiechnął się szeroko na widok stojącego w progu bruneta
To niemożliwe, żeby On tu był…
- Ach, my już się znamy, dyrektorze- 004 uśmiechnął się delikatnie w stronę osłupiałego Cho
Yesung.


* * *

Mam nadzieję, że się podobało ^^
S.P.Y na pewno nie będzie tak długie, 
jak Immortuorum (to coś w mojej głowie przypomina tasiemca .__.) 
W ogóle, chyba porzucę plan eventowy i będę pisać zgodnie z weną.
A moja wena ma ostatnio ochotę na kolejny rozdział Immortu...
Co Wy na to? Co chcecie w najbliższych dniach przeczytać? :3 

czwartek, 23 stycznia 2014

Immortuorum- rozdział 6

Okay, na początek wielkie mianhae, gomenasai itd, itp. za te dwie dziury w evencie Q.Q
No ja mówiłam, że tak będzie >.<
Baardzo chciałam pisać, nawet wena by się znalazła, ale
sprawdziany z biologii i wosu (ave rozszerzenia) oraz kartkówka z angielskiego to siła wyższa x.x
Uczyłam się do późna (co mi niewiele dało...) i byłam wyczerpana.
Dodajmy do tego jeszcze nagłą wizytę zimy w moich okolicach i 
temperatury minusowe + opady śniegu
i mamy przeziębioną Chizuru ;__;
Seriously, budziłam się dzisiaj ze trzy razy przed budzikiem i miałam wrażenie,
jakbym, zamiast leżeć przykrytą po samą brodę wełnianą kołdrą, siedziała
w cienkiej bluzce przy uchylonym oknie TT.TT
Dodatkowo chyba zaraz wypluję sobie przełyk... I chyba właśnie trochę ochrypłam... x.x
W skrócie, czuję się fatalnie i na ciele, i na duszy xd
Co jednak nie przeszkadzało mojej wenie twórczej, bo ten rozdział
właściwie napisał się sam! Normalnie jestem w szoku, myślałam, że będzie o połowę krótszy O.o
Tak czy owak, rozdział dedykuję wszystkim komentującym Immortu czytelnikom-
chyba tylko dzięki wam tak się przy tym staram :')
Szczególnie wyróżnić mogę, jak zwykle zresztą, Hikari, która powinna wiedzieć, że
nawet jak nie wymieniam jej nicku w dedykacjach, to ona zawsze tam jest xDD
I oczywiście VitaMin ^^ Naprawdę, Twoje komentarze, nawet krótkie, zawsze
poprawiają mi humor ^^ Ah, pytałaś, czy będzie dużo QMi. Tak, będzie QMi xD
Bardzo się na nie cieszę, bo pomysł jest prawie tak dobry, jak Immortu. I to też będzie
seria, choć o wiele krótsza. W ogóle trochę nowych serii się u mnie na evencie pojawi xD
Więc nawet jak nie będziesz czytać QMi (o co się nie obrażę, możesz nie lubić pairingu ;3)
to mam nadzieję, że spodoba się reszta ^^

* * * 
  ~*~

(wycinek z gazety „Daily Mortena”)
Czymże jest życie?
Ścieżką, czasem krętą, pełną rozwidleń symbolizujących wybory, z którymi musimy się zmierzyć?
Górą, na którą wspinamy się by osiągnąć szczyt, jakim jest ostateczne szczęście?
A może zboczem, po którym zsuwamy się, nieuchronnie zbliżając się do pisanej nam klęski?
Ile żyć, tyle hipotez.
Ile żyć, tyle sporów na temat jego sensu.
Ile żyć, tyle jego scenariuszy, zupełnie jak dla aktora, który już za chwilę ma pojawić się na deskach sceny.
W takim razie czy życie jest teatrem, w którym każdy ma do odegrania swą unikatową rolę?
Szczerze w to wątpię.
W średniowieczu wierzono, iż naszym losem rządzi Fortuna. Obracała Ona swym kołem, raz obdarowując nas szczęściem, raz cierpieniem.
Nie należało przywiązywać się do dostatku, gdyż w każdej chwili człowiek mógł doświadczyć nędzy.
Osobiście uważam, że jest to postawa godna naśladowania.
Nasze życie nie należy do nas. Jest ono własnością Wszechmogącego Boga, który posłał Fortunę by Ta dopilnowała, żebyśmy nie stali się zbyt pyszni i chciwi.
Poświęćmy nasze dni na tej pięknej ziemi, doceniając każdą daną nam chwilę, gdyż to wszystko już wkrótce może się raptownie skończyć! 

~*~

- Donghae… ja cię błagam…- wywarczał złowieszczo siedzący w swym fotelu inspektor- Ty mnie trzymaj, bo ja zaraz pójdę do tej pożal się Boże felietonistki i oskarżę ją o podburzanie obywateli do buntu!
- Ale przecież nikt się nie buntuje- zdziwił się młodszy, siadając na stojącej pod ścianą sofie
- Jeszcze nie! Poczekaj tylko, aż ktoś tu kogoś zabije a ja będę chciał wszcząć śledztwo. Od razu zaczną cytować te wszystkie bzdury o Kole Fortuny!
Donghae westchnął.
- Nie przejmuj się nią. To zwykła emerytka, która znalazła sobie nieźle opłacalne hobby. Puszcza wodze fantazji, to wszystko.
- Fantazje są najgorsze- uznał starszy Lee, mordując wzrokiem wydrukowane na ostatniej stronie imię i nazwisko znienawidzonej emerytki
- Przyganiał kocioł garnkowi…- mruknął pod nosem Hae, popijając herbatę
- Mówiłeś coś?
- Nie, nic.
Detektyw odłożył na bok szmatławiec i westchnął ciężko, pocierając palcami skronie.
Dlaczego, pomyślał z goryczą, dlaczego nikt w tym mieście nie ma poszanowania dla ludzkiego życia? Dlaczego nikt nie traktuje poważnie jego obaw? Dlaczego nikt nigdy nie powiedział, że mu wierzy?
Wzrok Sungmina powędrował na jeden z foteli, stojących przed jego biurkiem. Uśmiechnął się lekko pod nosem.
Prawie nikt.
W dalszym ciągu nie rozumiał, z jakiego powodu hrabia Dracula, zupełnie obcy mu człowiek, uznał, że prowadzone przez niego dochodzenie ma sens? Czemu powiedział, że mu wierzy?
Nie kłamał. Sungmin widział szczerość w jego oczach. Poprzedzoną co prawda lekkim wahaniem, ale jednak szczerość. Naprawdę tak pomyślał, ucieszył się w duchu policjant. Nareszcie… Chociaż jedna osoba. To mu poprawiało nastrój.
Zawsze liczył na taką postawę u Donghae. Młodszy był jego najlepszym przyjacielem, znali się od dziecka. Razem bawili się, biegali po całym mieście, pukając do drzwi nieznanych im osób, po czym uciekali w krzaki, obserwując zirytowane miny morteńczyków. Uczęszczali do tych samych szkół przez cały okres ich edukacji, pomagając sobie nawzajem. Dzielili smutki i radości. Nie mieli przed sobą tajemnic. Właśnie dlatego starszy Lee czuł się, jakby Hae wbijał mu nóż w plecy za każdym razem, gdy negował jego przypuszczenia. Miał wrażenie, jakby poniekąd stracił najważniejszą w jego żałosnym życiu osobę. Nie był żonaty ani zaręczony, więc nie mógł liczyć na wsparcie jakiejkolwiek kobiety, kiedy potrzebował oparcia. W takich momentach liczył na Donghae, jednak zdawał sobie sprawę, że ten mu nie pomoże. Czuł, że przyjaciel nawet nie chciał mu pomóc. Być może było to mylne przypuszczenie, jednak zdołowany detektyw obecnie nie dopuszczał do siebie żadnego innego. W końcu ufał jedynie jemu.
Dlatego przez ostatnie 24 godziny dziwił się samemu sobie, że tak szybko i łatwo zwierzył się panu Cho. Nie powiedziałby jeszcze, że mu ufa, jednakże coś z tyłu jego głowy mówiło mu, że już wkrótce tak się stanie. Że ów młody szlachcic stanie się ważną postacią w skromnym, wypełnionym policyjnymi dokumentami życiu, jakie prowadził. Sam nie wiedział, skąd takie przeczucie. Praktycznie nic o Kyuhyunie nie wiedział. Jedynie to, że jest on hrabią o dwóch nazwiskach, zdecydowanie preferującym używanie tego po matce. Sungmin wywnioskował, iż chłopak (ponieważ wpatrując się w jego twarz z jakiegoś powodu nie chciał nazywać go mężczyzną) nie darzy swego ojca ciepłymi uczuciami. Pokłócili się? Lee nie miał pojęcia i chciał kiedyś o to zapytać, jednak jeszcze nie teraz. Zbyt krótko się znają. Może za jakiś czas staną się dobrymi przyjaciółmi i popijając wyborne czerwone wino młody hrabia podzieli się z nim historią swego życia? Inspektor bardzo chciałby ją poznać. Cho wydał mu się niezwykle intrygującą osobą.
- Ming, co ci?
Detektyw podniósł powieki, zastanawiając się jednocześnie, kiedy zamknął czy.
- Nic, po prostu jestem trochę zmęczony- odparł, przeciągając po twarzy dłonią
Donghae spojrzał na niego z troską.
- Idź do domu, dobrze?
- Ale mam jeszcze trochę dokumentów do podpisania…- zaoponował, sięgając w miejsce, gdzie zwykle leżały wszystkie uciążliwe jego zdaniem papiery
Hae uśmiechnął się.
- Te najważniejsze skończyłeś wypełniać jakąś godzinę temu- oznajmił- Resztą zająłem się ja. Możesz iść!
- Ale…
- Żadnego ale- młodszy Lee westchnął ciężko- Wyglądasz jak trup.
Inspektor zastanowił się chwilę, zerkając na zegar. Dochodziła pierwsza po południu. W sumie mógłby wrócić do domu i odespać ostatnie kilka dni. Będąc w takim stanie, nie miał żadnych wątpliwości, że będzie spał jak niemowlę.
Przy okazji zrobię sobie mały spacer i pooddycham świeżym powietrzem, pomyślał, zanim odpowiedział:
- W takim razie zostawiam komisariat w twoich rękach.
Donghae klasnął w dłonie z uciechy.
- Tak jest, inspektorze.
- Ufam ci.
- Wiem! Ja tobie też!
- Nie spal budynku.
- Jak możesz?- Jęknął młodszy, obserwując ubierającego płaszcz przyjaciela
- Trzymaj się- rzucił na odchodne Sungmin, opuszczając gabinet
Wiszące wysoko na niebie słońce oślepiło go na moment, gdy wyszedł na zapełnioną ludźmi ulicę. Po chwili wzrok przywyknął do intensywniejszego niż w jego ciemnym gabinecie światła i powoli wmieszał się w tłum.
Skierował się w stronę pobliskiego jeziora. Szedł wolno, zmęczonym spojrzeniem lustrując okolicę. Ot, taki nawyk.
Był wdzięczny przyjacielowi. Gdyby go nie wygonił z budynku policji, Sungmin prawdopodobnie zasnąłby na biurku w ciągu godziny, na co nie mógł sobie pozwolić. W końcu powinien stanowić wzór do naśladowania dla każdego policjanta w Mortenie. Co ci chłopcy pomyśleliby sobie, widząc swego szefa nieprzytomnego, z twarzą schowaną w policyjnych dokumentach? Na pewno nie uznaliby go za godnego objętego stanowiska.
Gdy zaczęły boleć go nogi, przysiadł na pobliskiej ławeczce, wpatrując się w słowika, który przycupnąwszy na gałęzi stojącego przed nim drzewa, ćwierkał z uciechą, wyśpiewując sobie tylko znaną piosenkę. Lee obserwował go z uśmiechem. Zazdrościł ptakowi tej radości. Sam chciałby móc cieszyć się z każdej sekundy swego życia, jednak nie potrafił. Zbyt wiele spraw mu ciążyło. Bolesna przeszłość, pełna cierpienia teraźniejszość, niepewna przyszłość-nie umiał sobie poradzić z żadnym z nich.
Do malutkiego śpiewaka podleciała samica słowika, czyszcząc mu dziobem piórka. Jakże byłby szczęśliwy, gdyby jak ten słowiczek mógł mieć ukochaną osobę. Kogoś, kto codziennie obdaruje go ciepłym uśmiechem, szczerze się o niego zatroszczy, posłucha o jego lękach i obawach, nie podważając ich durnymi, wyjętymi z gazety frazesami. Kogoś, kto będzie go kochał miłością tak prawdziwą i czystą, jak te dwa siedzące przed nim ptaszki.
Nagle słowiki poderwały się i odleciały na inne drzewo. Lee popatrzył za nimi smutnym wzrokiem. Chciałby mieć teraz towarzystwo. Jakiekolwiek.
- Inspektor Lee?- Usłyszał za sobą
Odwróciwszy się, dostrzegł szeroki uśmiech, przyklejony do młodej, przystojnej twarzy.
- Och, to pan, hrabio… Co pan tu robi?- Zdziwił się policjant
- Mógłbym zadać to samo pytanie… Mogę się dosiąść?- Spytał uprzejmie, na co detektyw wskazał mu dłonią wolne miejsce u swego boku
- Skończyłem wcześniej pracę, więc mój podwładny wyrzucił mnie z komisariatu, każąc iść do domu- zachichotał pod nosem Min, zastanawiając się w duchu, skąd u niego nagle taki dobry nastrój
- Więc dlaczego pan tu siedzi?
- Natura mnie odpręża- westchnął, przymykając lekko oczy. Po chwili spojrzał na swego rozmówcę- A pana co tutaj sprowadza?
Hrabia także westchnął, odchylając się nieco do tyłu.
- Jest taki ładny dzień, że miałem dość siedzenia w domu- powiedział po prostu
- To prawda. Jest dzisiaj wyjątkowo słonecznie. Prawie oślepłem, wychodząc z tego ciemnego komisariatu- zażartował Sungmin, po raz trzeci tego dnia dziwiąc się samemu sobie
- Więc może warto by zmienić wystrój?- Roześmiał się Kyuhyun
Lee uznał, ze chyba polubi towarzystwo tajemniczego hrabiego. Chłopak potrafił go rozbawić. No i… wierzył mu.
Na tą myśl detektyw nieco zmarkotniał. Szlachcic natychmiast wychwycił zmianę atmosfery.
- Czy coś się stało?- Wyglądał na szczerze zatroskanego
- Nie, skądże.
- Proszę nie kłamać- Cho zmrużył oczy, co nadało mu nieco niepokojący wygląd
Ten wzrok ostatecznie przekonał Sungmina.
- Po prostu… Zastanawiam się, dlaczego powiedział pan wczoraj, że mi pan wierzy- powiedział cicho, nie patrząc mu w oczy
- W co?
- W to, że w Mortenie dzieje się coś złego.
Zapadła nieznośna cisza. Lee zaczął się bać, że jego towarzysz cofnie swoje słowa, Dracula natomiast rozważał w myślach, ile może powiedzieć policjantowi.
- Osobiście uważam- powiedział szlachcic ostrożnie, ważąc każde słowo- iż nie należy lekceważyć żadnych obaw, nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych. A skoro tylu młodych ludzi codziennie umiera… Chyba każdy uznałby, iż jest to niepokojące zjawisko.
- Każdy mieszkaniec tego miasta, każdy bez wyjątku, myśli, że tak po prostu musi być i nic nie należy z tym robić- Sungmin schował twarz w dłonie, walcząc z nasilającym się bólem głowy
- Dlaczego?
- Nie czyta pan gazety?- Prychnął, ignorując fakt, iż było to niegrzeczne
- Nie czytuję szmatławców- uciął hrabia, na co detektyw podniósł gwałtownie głowę. Zbyt gwałtownie
- Pan też uważa, że w tej gazecie publikują bzdury?- Spytał, gdy zawroty głowy ustały
- Oczywiście, że tak! Szczególnie te felietony z ostatnich stron- odrzekł, krzywiąc się nieco- Nawet nie wiem, po co to czytam!
Chwilę później, nie wiedzieć, czemu, obydwaj wybuchneli gromkim śmiechem. Lee otarł łzę, która pojawiła się w kąciku jego oka.
- Nie wierzę. W końcu poznałem kogoś, kto ma takie samo podejście do tego brukowca, co ja.
- Nic nie dzieje się bez przyczyny- wyszeptał przesadnie konspiracyjnym szeptem Kyuhyun, co zaskutkowało kolejną salwą śmiechu
Sungmin podniósł się powoli, mrugając gwałtownie by nieco oczyścić swój wzrok. Powoli zaczynał widzieć jak przez mgłę.
- Chyba już pójdę. Dziękuję za dotrzymanie mi towarzystwa.
- Nie ma za co- odparł wesoło Cho, po czym dodał nieco poważniej- Odprowadzę pana do domu.
- Słucham?- Zdziwił się policjant
Komiczna sytuacja, uznał w duchu, cywil chce odprowadzać stróża prawa.
- Proszę mi wybaczyć, ale wygląda pan jak śmierć. Nie chcę mieć na sumieniu policjanta.
- Czy to znaczy, że już kogoś pan na nim ma?- Zażartował Lee, przez zmęczenie nie dostrzegając, jak przez twarz hrabi przebiegł niepokój
- No wie pan…- zaśmiał się nieco nerwowo szlachcic- Życie jest zbyt cenne by tak po prostu pozwolić komuś je stracić- powiedział cicho
- Całkowicie się z panem zgadzam. Tylko dlaczego reszta społeczeństwa uważa inaczej?
- Ponieważ mają mniej inteligencji od nas?
- Możliwe- zaśmiał się Min
Szli wolno. Sungmin starał się jak mógł, żeby nie stracić z oczu chodnika a Kyuhyun nie spuszczał z inspektora wzroku. Naprawdę nie chciał by coś mu się stało. Nie przy nim.
Po pewnym czasie Lee dostrzegł drzwi swego domu. Zatrzymał się.
- To tutaj- oświadczył, przekręcając klucz w zamku- Dziękuję za tros…
Oczy zasnuła mu mgła i Sungmin z cichym jękiem osunął się w ciemność.
Dracula złapał go, chroniąc przed bolesnym upadkiem i szybko wniósł do środka, kopniakiem zamykając drzwi. Rozejrzał się gorączkowo po przedpokoju, szukając drzwi sypialni. Po chwili kładł ostrożnie nieprzytomnego detektywa na niezaścielonym łóżku. Zbliżył policzek do jego ust, sprawdzając, czy oddycha. Odsunął się od niego powoli, lustrując twarz inspektora badawczym wzrokiem.
Może powinienem…? Nie, na pewno nie w jego własnym domu- ktoś z pewnością nabrałby podejrzeń.
Dotknął palcem blady policzek policjanta, przechylając lekko głowę.
Zresztą, dlaczego miałbym to zrobić? Nie jest groźny. Nic nie znalazł.
Uśmiechnął się pod nosem.
Nie zasłużył na taki los. Nie on.
Kyuhyun nie wiedział, skąd w nim taki respekt wobec leżącego przy nim detektywa. Facet węszył i nie zapowiadało się na to by wkrótce przestał. Za bardzo kochał swoją pracę i cenił ludzkie życie. Tak samo jak hrabia.
No i… Nie mam pojęcia, dlaczego, ale…
- Chyba się polubimy, Lee Sungminie- wyszeptał nieprzytomnemu Lee do ucha- A przynajmniej ja ciebie. Ot, takie przeczucie.
Gdy się podnosił, jego wzrok spoczął na odsłoniętej szyi Sungmina. Wpatrywał się chwilę w miejsce, gdzie szalało tętno, jeszcze raz rozważając wszystkie za i przeciw. Ostatecznie uśmiechnął się drwiąco i poderwał z łóżka, sięgając po leżącą na szafce nocnej papeterię. Nakreślił kilka słów, po czym położył kartkę w widocznym miejscu. Rzuciwszy ostatnie spojrzenie obiektowi swych rychłych, jak sądził, zainteresowań, opuścił mieszkanie, nie mogąc pozbyć się złośliwego wyrazu twarzy.