sobota, 29 marca 2014

Przepraszam...

Tak, naprawdę mi przykro...
Jestem trochę podłamana ostatnią publikacją. I nie przez odzew, ale
moją własną ocenę tego rozdziału GM. W moich oczach to było, cóż, poniżej krytyki, żeby publikować coś takiego.
Myślałam, że mi już przeszło, ale usiadłam przed drugim rozdziałem S.P.Y, który leży
i czeka, zaczęty i... po prostu nie mogłam. Jakbym miała ręce związane za plecami grubym sznurem.
Okropne uczucie...
Dlatego z przykrością ogłaszam, że zawieszam bloga do odwołania.
Ja naprawdę przepraszam, ale po prostu nie mogę...
Jestem w stanie pisać tylko głupie i zupełnie pozbawione głębi zdania pojedyncze lub złożone, 
które wcale nie są lepsze od tych prostych... Dosłownie nic na moim obecnym poziomie, który i tak na kolana nie powala, ale cóż...
Postaram w miarę szybko wziąć się w garść.
Cały czas będę starała się coś pisać, więc zobaczymy, jak to wyjdzie.
Jeszcze raz przepraszam i proszę o wyrozumiałość.
Chizuru~

piątek, 21 marca 2014

Gejmisja- rozdział 3

Dzisiaj krótko, bo jakoś nie miałam siły pisać.
Szkoła jest jak wampir. Ale tym się różni od wampira, że
wampiry są fajne, a szkoła nie xd
Wena niby jest, czas teraz też się znajduje, w głowie coraz więcej, 
ale jakoś tak nie mam motywacji.
Siadam przed kartką/komputerem, napiszę parę zdań i koniec.
Zupełnie jak przy "Micie" xd
No nic.
Rozdział dedykuję Kyu__Yeol, która
jakiś czas temu swoim komentarzem podsunęła mi pomysł i
pozwoliła go wykorzystać. 
Zmieniłam tylko rysunek na zdjęcie :3
Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało.
Bo mnie osobiście ten rozdział się nie podoba xd
Tak, wracamy do trybu marudzącej Chizuru x.x
Enjoy... Chyba.

~*~

Punkt 2- Ogarnij feelsy i nie zachowuj się jak napalona fanka!


- Donghae…
- Co mu jest?
- Cholera wie. Ale siedzi, jakby był naćpany czy coś…
- Kyuhyun…?
- Na mnie się nie patrzcie.
- Fakt, to nie jego wina.
- A czyja?
- Musisz się głupio pytać?
- A, no racja…
Donghae siedział na kocu rozłożonym pod masywnym drzewem, o którego korę opierał swoje plecy, wpatrując się w latające po błękitnym niebie stworzonka. Praktycznie nie mrugał, z uchylonymi niczym wyjęta z wody ryba ustami obserwując przedziwne zjawisko. Przedziwne, ale jakże piękne. Cudowne. Śliczne. A czy prawdziwe, to już go nie obchodziło. Było ładne i tyle.
Hyukjae pochylił się nad przyjacielem z troską w oczach. Czyżby Hae jeszcze bardziej zidiociał przez miłość do Heechula? Nie chciał tego. Lubił, kiedy Donghae był kretynem, ale wszystko ma swoje granice!
Hyuk uniósł ręce i potrząsnął mocno kumplem.
- HAAAEEE! WSZYSTKO OKEEEEJ?!- Wrzeszczał jak do kompletnego debila
Hae podniósł nieprzytomny wzrok na jego twarz i wymamrotał:
- Patatajają na tęczy…
Siedzący nieopodal Sungmin i Jongwoon wymienili zdziwione spojrzenia.
- Co patataja?- Spytał ten drugi
- No…- zamyślił się rybi pyszczek- jednorożce. Na tęczy Nyan Cata.
- Ty na pewno nic mu nie dałeś?- Min odwrócił się do Kyuhyuna, który podniósł ręce w obronnym geście
- Ja nie jestem dilerem, mówiłem już!- Powiedział, ale poddał się, słysząc uwagę, że oni i wydział narkotykowy i tak wiedzą swoje
Donghae zaczął kiwać się na boki, nadal patrząc w niebo, wydając przy tym dźwięki przywodzące na myśl gaworzenie małego dziecka. Reszta przyjaciół wpatrywała się w niego, zaniepokojona, zastanawiając się, jak mu pomóc.
Sungmin wstał z zajmowanego dotychczas miejsca i podszedł do rozmarzonego kolegi. Kucnąwszy, objął dłońmi jego twarz i wolno i wyraźnie powiedział:
- Donghae. Tu nie ma ani Nyan Cata, ani jednorożców.
Hae spojrzał na niego, zdziwiony.
- Ale one patatajają- jęknął cicho- O tam- wskazał na jakiś punkt na niebie
- Nie, Haeś- odrzekł Min, głaszcząc go lekko po policzku- One patatajają tylko w twojej głowie.
- Tylko?
- Tak.
- Nie ma ich tu?
- Nie ma.
- To dlaczego…- stęknął Donghae
- Co się wczoraj stało?- Zapytał Yesung, siadając bliżej- Po tym, jak wyszliśmy?
Hae oblał się lekkim rumieńcem i odwrócił wzrok. Przyjaciele wymienili dziwne spojrzenia. Coś musiało być na rzeczy!
Chłopak zaczął bawić się skrawkiem swojej koszulki, nadal unikając patrzenia na kolegów. Jakoś tak się wstydził… No bo jak można mówić o takich rzeczach, to chyba niepoprawne… I Donghae tak nie umiał! Dlatego odwracał głowę za każdym razem, gdy któryś z jego kumpli próbował chwycić go za brodę, zmuszając do kontaktu wzrokowego.
Poddał się dopiero wtedy, gdy Hyukjae złapał go obydwiema dłońmi za głowę, mocno ją przytrzymując. Chłopak zakwilił cicho, patrząc na przyjaciela ze łzami w oczach.
- Hyukkie, noo~
- Co się stało, Donghae?- Drążył starszy
Hae zacisnął usta w geście protestu, uparcie wpatrując się w znajdujący się stanowczo za blisko nos Hyuka, przez co młodszemu zrobił się zez.
- Mów.
- Nie- mruknął Donghae
- Ale już.
- Ugryź się.
- Zaraz ugryzę ciebie, jeśli mi nie powiesz!- Zagroził Hyukjae, zbliżając się jeszcze bardziej do jego nosa
Hae zaczął drzeć się jak wariat, wymachując na wszystkie strony rękoma. Starszy Lee odsunął się gwałtownie, puszczając przyjaciela, by uniknąć ciosu. Do spanikowanego chłopaka dyskretnie podszedł Jongwoon. Położył mu dłonie na ramionach i szepnął do ucha:
- Uspokój się, co pomyśli Heechul, jak cię zobaczy?
Donghae zamarł i zaczął rozglądać się wokoło, szukając wzrokiem swej sympatii. Gdy jej nie znalazł, spojrzał na przyjaciół i ponownie się zarumienił, tym razem ze wstydu, że tak zareagował. Prawie dorosły człowiek tak nie robi! Ale czy Donghae kiedykolwiek dorośnie…?
- Uspokoiłeś się?
Chłopak spuścił wzrok na swoje dłonie. Było mu przykro.
- Przepraszam- szepnął, na co Sungmin pogłaskał go po głowie
- Nic się nie stało- powiedział wyrozumiale- ale powiedz nam, co się wczoraj stało, może będziemy umieli jakoś pomóc.
I Donghae opowiedział, jak to poprzedniego dnia walił głową w ścianę tak długo, aż się zranił i jak Heenim się nim zajął, gdy zobaczył krew na jego czole. Chłopak zrobił się czerwony jak burak, gdy wspominał tamte minuty w jego łazience i zaczął się jąkać, kiedy przypomniał sobie o tym, jak Hee zaprowadził go potem do łóżka i siedział przy nim, dopóki ten nie zasnął.
- No to ci się nie dziwię, że teraz taki nieogarnięty jesteś- roześmiał się Min
- On zawsze jest nieogarnięty- zauważył Hyukjae
- Ale dzisiaj bardziej.
- Łee- jęknął rozczarowany Kyu- a ja myślałem, że go zgwałcił, a to tylko to…
Yesung wymierzył mu bolesnego plaskacza w potylicę.
- Ała! Za co to?!- Wściekł się najmłodszy
- Uspokój się, zboczeńcu jeden!- Warknął Sungmin
- To Donghae się tutaj zachowuje jak napalona fanka, nie ja- uznał Cho, rozmasowując bolące miejsce
Min przymierzył się do kolejnego ciosu, Jongwoon strzelił face palma a Hyuk rechotał w najlepsze, tarzając się po trawie, podczas gdy twarz Donhae stała się, o ile to możliwe, jeszcze bardziej czerwona.
- N-nie zachowuję siię jak na-na-napalona fanka!- Wystękał chłopak, miętosząc dół koszulki z nerwów
- Spiekłeś buraka, Hae!- Śmiał się Hyukjae- Nawet nie próbuj nam wmówić, że na niego nie lecisz!
Donghae podciągnął kolana do piersi i oparł na nich brodę. Spojrzał smutnym wzrokiem w przestrzeń. Oczywiście, że Heechul mu się podobał, co to za głupia uwaga…
Yesung westchnął ciężko. Lubił Hae, więc postanowił mu jakoś pomóc. Na pierwszy rzut oka widać było, że chłopak tęskni za obiektem swych westchnień i chciałby go zobaczyć, chociażby z daleka. Ale Heechul został na dzisiejsze popołudnie porwany na zakupy przez Zhou Miego i w tym momencie jest przetrzymywany w jednej z licznych galerii handlowych, nie będąc w stanie uciec, biedny.
Zastanawiając się, co zrobić, by chłopak przed nim poczuł się lepiej, wędrował wzrokiem po okolicy, mając nadzieję, że jakiś pomysł spłynie na niego niczym wena na artystę.
Nagle spojrzał w stronę Kyuhyuna, nad którym obecnie znęcał się Min.
- Kyuhyun- zawołał go Yesung, na co chłopak odepchnął swojego sadystycznego hyunga
- Co?
- Nie masz czegoś na to?- Jongwoon wskazał na przybitego Hae
Cho potarł palcami brodę, głęboko się zastanawiając, po czym z głośnym okrzykiem, mającym wyrażać triumf na skalę światową, złapał swój plecak i zaczął w nim grzebać, szukając czegoś.
Reszta przyjaciół, wyłączając Donghae, który nadal rozpaczał w duchu z powodu nieobecności swej miłości, z ciekawością przyglądała się najmłodszemu koledze. Ciekawe, co ten gnojek znowu wymyślił, zastanawiał się władca żółwi.
Po chwili Kyuhyun wyprostował się z mina poważnego biznesmana i wręczył Hae sporych rozmiarów pakunek.
Donghae podniósł wzrok i zaczął odwijać tajemniczy przedmiot, który okazał się być…
- Masz, fapaj.
…zdjęciem półnagiego Heechula w antyramie.
Chłopcy, zajęci dręczeniem i biciem ich biednego maknae, nie zauważyli cienkiej strużki krwi, wolno spływającej z nosa Donghae.

środa, 26 lutego 2014

Szable jelonka Bambi, czyli dlaczego należy trzymać się z dala od kotletów mielonych

Dobry~
Dzisiaj serwuję Wam coś, co powstało przez pewne dwie rozkminy, które
miałam jakiś czas temu, jedząc kotlety mielone xd
Te dwa teksty są zawarte w miniaturce a żebyście mogli je rozpoznać, to
je Wam podkreśliłam XDD
Ficzek jest dedykowany wyjątkowej osóbce, która zawsze mnie wspierała, choć
osobiście się nie poznałyśmy- Hikari
Hope you like it... ^^"
Rozdział nie jest zbetowany :<

* * *

 
- AAAHHH…! Opowiedzcie nam!
Członkowie Super Junior rozejrzeli się po sobie i po fankach siedzących w wynajętej przez nich sali. Chyba nie powinni… to nie ich sprawa…
- Oppa~!
Jedenastu idoli prowadziło wewnętrzną walkę. Powiedzieć czy nie powiedzieć? Oto jest pytanie.
- Moje drogie- zaśmiał się Leeteuk- to nie nasza sprawa, raczej nie powinniśmy…
- Ah, liderze nasz złoty, kochany- lamentowały ELF- tak ładnie prosimy!- Dziewczyny zrobiły przesłodkie aegyo
Chłopcy byli w trakcie nadprogramowej trasy koncertowej, obejmującej również fanmeetingi w miejscach ich pobytu. Ponieważ owa trasa zaplanowana została z uwzględnieniem krajów, w jakich jeszcze nie śpiewali, było to co najmniej ciekawe doświadczenie.
Tego dnia spotkali się z polskimi ELF, które, ku ich bezgranicznemu zdumieniu, okazały się być jednymi z najlepszych fanek, jakie dane im było dotąd spotkać. Słodkie, uprzejme, oddane. I ładne. Nawet jak oni mówili po koreańsku, to one rozumiały ich świetnie. Przygotowały się? A może to po prostu ta niezwykła więź między Super Junior a ELF?
Były także strasznie ciekawskie, dlaczego nie pojawili się dwaj członkowie zespołu i bynajmniej nie chodziło im o Hangenga i Kibuma.
- Sungmin-ssi i Kyuhyun-ssi są, ekhm, zajęci- uśmiechnął się lekko Shindong, starając się uratować przyjaciół od udzielania odpowiedzi
Fanki prychnęły jednak lekceważąco.
- Oppa, nie jesteśmy głupie! Domyślamy się, co się dzieje!- na chwilę zapadła cisza- Heechul oppa, jesteś najlepszy, najcudowniejszy i najmądrzejszy! Opowiesz nam, prawda?
„Najlepszy, najcudowniejszy i najmądrzejszy oppa” wyprostował się w swym krześle z dumą. Lubił być doceniany, szczególnie przez ładne dziewczęta a te przed nim były naprawdę bardzo ładne. „Jednak Polki są najlepsze”, pomyślał rozbawiony.
- Chcecie wiedzieć?- Hee uśmiechnął się kącikiem ust
- Heechul hyung…
- TAAAK! Oppa~
- Daj spokój, za dużo fanfiction mają na co dzień, żeby dać się wywieść w pole!
Kim zaśmiał się cicho i pochylił do przodu, rzucając na boki konspiracyjne spojrzenia. Cała sala zamarła w oczekiwaniu.
- Wszystko zaczęło się w trakcie spektakli „Trzech muszkieterów”, z Sungminem-ssi w roli głównej…
~*~
Sungmin pokłonił się publiczności ostatni raz, zanim kurtyna opadła. Z ciężkim westchnieniem poszedł za kulisy. Lubił występować na scenie, jednak trzeci raz w ciągu jednego dnia był dla niego dosyć ciężki. Głośna muzyka, reflektory skierowane prosto w jego oczy i sama gra stały się uciążliwe dla każdego aktora, który brał udział w spektaklu. Lee przeciągnął dłonią po twarzy. Był strasznie zmęczony i chciał już iść do domu. Oby nikt go nie zauważył, jak będzie się wymykał…
- Hyung!
Ming jęknął cicho i odwrócił się, spodziewając się któregoś z aktorów, jednak ku swemu zdziwieniu ujrzał Kyuhyuna i Siwona, idących w jego stronę. W sumie powinien się spodziewać przyjścia któryś z jego przyjaciół. Uśmiechnął się lekko.
- Siwon-ah, Kyuhyun-ah- przywitał się
Choi posłał mu pełen uznania uśmiech. Kyuhyun tylko patrzył z nieodgadnionym wzrokiem. Min postanowił nie wnikać.
- Przyszliśmy na występ. Jestem pod wrażeniem, Sungmin- powiedział Siwon
Sungmin podziękował mu i przeniósł wzrok na młodszego chłopaka. Szczerze mówiąc to na jego opinii zależało mu najbardziej, w końcu Kyuhyun również odgrywał tę rolę.
Maknae uśmiechnął się łagodnie.
- Dobrze zagrałeś.
Lee odwzajemnił uśmiech, zadowolony. Nagle Kyu zaśmiał się niemal szyderczo i dodał:
- Ale mnie nie przebijesz. Sorry not sorry, Sungmin. Jestem po prostu najlepszy!- Cho zachichotał pod nosem
- Kyuhyun-ah, opanuj się- westchnął Siwon- Idę po auto, czekajcie na zewnątrz.
Gdy zostali sami, Min spojrzał na Kyuhyuna ze złością w oczach.
- Ty…- przerwało mu ramię chłopaka, obejmujące go za szyję
- Byłeś świetny, naprawdę- szepnął mu do ucha dongsaeng, owiewając jego skórę ciepłym oddechem
Sungmin zarumienił się delikatnie.
- Kyuhyunnie…
- Spokojnie, jesteśmy w miejscu publicznym, przecież cię tu nie pocałuję- zaśmiał się lekko- Chociaż bardzo bym chciał…
Lee walczył z uśmiechem, wpływającym mu na usta.
- Tak, wiem…
~*~
- Och, jakie to słodkie- westchnęły Polki- Ale oppa, to nie wyjaśnia, dlaczego ich tu teraz nie ma!
Heechul zaśmiał się i podnosząc swą dłoń, nakazał dziewczynom milczenie. Oczywiście posłuchały, a jakże inaczej…
- Wyjaśni się, jak wam opowiem ich rozmowę, którą przeprowadzili już w dormie…
~*~
Piosenkarze przekroczyli próg dormu i, zdjąwszy buty, od razu skierowali się do kuchni.
- Jest już późno- oznajmił Siwon- ale Ryeo na pewno coś dla ciebie zostawił, Sungminnie.
- Ty nie jesz?- Spytał Lee, kiedy jedynie on i Kyuhyun usiedli przy stole
Choi pokręcił głową.
- Jestem zmęczony. Dobranoc.
Pożegnali się i zostali we dwójkę. Sungmin chciał wstać i odgrzać jedzenie, ale zatrzymała go ręka młodszego, wpychająca go powrotem na krzesło.
- Siedź, podam ci.
Lee wytrzeszczył na niego oczy, zszokowany. Cho Kyuhyun jest miły? Wow, to coś nowego…
Niemniej, zrobiło mu się miło.
- Dziękuję, Kyuhyunnie.
Kyu posłał mu uśmiech znad ramienia.
- Jesteś zmęczony, siedź sobie.
- Mhm… Co jemy?
- Uhm…- Cho zajrzał do mikrofalówki- Chyba kotleta mielonego.
~*~
- I to ich zgubiło- oznajmił grobowym głosem Heechul
- Kotlet mielony? Dlaczego, oppa, miałby ich zgubić kotlet?
- Bo to czyste zło.
~*~
Kyuhyun nastawił mikrofalówkę i podszedł do starszego z nieodgadnionym wzrokiem. Objął dłonią jego policzek, głaszcząc go lekko kciukiem.
- Tam nie mogłem… A tu?- Przechylił lekko głowę na bok niczym ciekawskie dziecko
Sungmin jedynie pokiwał głową i już po chwili czuł delikatne wargi chłopaka na swoich własnych. Odwzajemnił pocałunek, obejmując młodszego lekko za kark.
Tu należy wspomnieć, że byli parą krótko, bo zaledwie miesiąc i wciąż nieco krępowało ich okazywanie sobie czułości. Co prawda chwytali się ukradkiem za dłonie, wymieniali stęsknionymi spojrzeniami a na osobności składali na swych policzkach i ustach delikatne pocałunki. Jednak jeszcze ani razu nie pozwolili sobie na nic więcej.
Kyuhyun odsunął się od swojego chłopaka dopiero, gdy mikrofalówka zaczęła wydawać z siebie przenikliwy pisk, informując wszem i wobec, iż skończyła odgrzewać kotlety. Młodszy postawił je przed nimi i obydwaj zaczęli jeść, nie odzywając się do siebie słowem, uśmiechali się do siebie jedynie z lekkim zakłopotaniem.
Po paru chwilach Cho przerwał milczenie.
- Tak sobie pomyślałem, Minnie…
- Hmm?- Sungmin podniósł wzrok znad talerza
- Bo wiesz… Pamiętasz tą bajkę? O jelonku?
- O Bambi? No pamiętam, a co?- Zdziwił się starszy
Kyu wziął głęboki wdech i wypalił:
- Jelonek Bambi jest biseksualny.
Lee zakrztusił się żutym kotletem.
- Słucham?
Cho spojrzał na niego z przejęciem w oczach i bananem na twarzy.
- No weź, nie czujesz tego? BamBI!- Roześmiał się radośnie- Bam…BI!
Sungmin także zachichotał. I z żartu Kyuhyuna, i z jego rozpromienionej buźki.
~*~
Na sali znów zapanowała cisza. ELFy starały się przetrawić to, co usłyszały a SuJu… Oni zastanawiali się, jak z tego wybrną, jeśli to wycieknie. A wycieknie na pewno, tylko nie wiedzieli, pod jaką postacią.
Ah, pomyśleli naraz, fanficki…
- Uhm, oppa…- odezwała się jedna z fanek- Jaki to ma związek z naszym pytaniem? I kotletami mielonymi?
Heechul westchnął ciężko.
- Kyuhyun miał taką rozkminę przez te kotlety!
- Dlaczego tak myślisz?
-…bo chwilę później miał lepszą.
Nikt nie zauważył, jak Leeteuk schował twarz w dłoniach, załamany.
~*~
Para konsumowała powoli swoje kotlety mielone, w międzyczasie rzucając sobie zagadkowe spojrzenia. Czy to była wina późnej pory czy tego, że byli już ze sobą od pewnego czasu i nadal ograniczali kontakt fizyczny?
- Minnie- powiedział nagle Kyuhyun miękkim głosem
- Tak, Kyunnie?
- Minnie… Obydwaj graliśmy w „Muszkieterach”- zaczął Kyu tajemniczym tonem
- I ?
- Tak się zastanawiam…
- Nad czy?- Niecierpliwił się Lee
Kyuhyun zniżył głos do szeptu i, pochyliwszy się do swego hyunga, wymruczał:
- Ja mam szablę. Ty masz szablę. Ciekawe, którego zaboli bardziej, jeśli nadzieje się na szablę tego drugiego?
Sungmin zachłysnął się powietrzem, patrząc na ukochanego z szokiem wymalowanym na twarzy. Przebiegł wzrokiem najpierw po facjacie młodszego, potem po reszcie jego ciała i uśmiechnął się lekko.
- Skończmy te kotlety i chodźmy się wykąpać… Dobrze, Kyunnie?
Na usta Cho wpłynął szeroki uśmiech.
- Jak sobie życzysz, słonko…
~*~
W pomieszczeniu rozległo się przepełnione słodyczą „aww” polskich ELF. Niektóre z nich szeptały do siebie „Ah, wiedziałam, że KyuMin jest prawdziwy!” albo „To było słodkie, ale współczuję Mimiemu…” lub „Czy to wszystko przez te kotlety?”. Ostatnią uwagę usłyszał członek zespołu, który opowiadał ową historię.
- Tak!- Krzyknął z przejęciem- Bo kotlety mielone to zło! Jak się je je i stara się o niczym nie myśleć, to do głowy wpadają najróżniejsze i niepokojące myśli! Unikajcie mielonych, moje słodkie dongsaengi!
- Dobrze, oppa!- Odpowiedziały, po czym jedna z nich dodała- A gdzie są teraz Kyuhyun oppa i Sungmin oppa?
Przyjaciele nieobecnych wzruszyli ramionami.
- Na randkę poszli.
- Ej- wtrącił nagle Zhou Mi- ale czy Kui Xian nie mówił przypadkiem, że zabiera Minniego do tradycyjnej polskiej knajpki?
- Tam serwują kotlety mielone- zauważył z przestrachem w oczach Henry
Po tym już nikt nic nie powiedział.

wtorek, 18 lutego 2014

Immortuorum- rozdział 7

Okay, zajęło mi to dwa dni, ale rozdział jest xD
Jakoś nie mam weny na rozległą notkę autorską, więc napiszę tylko, że mi smutno :<
A jest mi smutno, bo nie komentujecie ;-;
Sami wiecie, jak opinie wpływają na autora. Dodają skrzydeł,
podtrzymują na duchu, sprawiają, że nam po prostu chce się pisać bardziej niż zwykle.
Nie wymagam jakichś epopei narodowych pod każdym fickiem xd
Ale ze dwa, trzy zdania miło by było przeczytać.
Tyle ode mnie.
Rozdział z dedykacją dla VitaMin- dlatego, że Cię osobiście nie znam
(chciałabym poznać ^^) a Ty dalej czytasz Immortu i
wyrażasz swoją opinię pod każdym rozdziałem :3 
Dziękuję Ci! 
Również z pozdrowieniami i dedykacją dla Hikari <3 
Ja się kiedyś do tego Krakowa do rodziny wybiorę, zobaczysz... xD
Enjoy~

***

Sungmin otworzył oczy, gdy ostre światło słoneczne, przedarłszy się przez zasłony, spoczęło na jego powiekach, wyrywając go bezlitośnie z krainy snów.
Zamrugał gwałtownie, odwracając głowę od okna. Oddychał głęboko i, rozglądając się wokoło, usiłował dociec, gdzie jest i jak się tu znalazł.
Po paru sekundach rozpoznał swoje meble, nieco stare i podniszczone. Poczuł pod sobą coś miękkiego. Łóżko? Tak, łóżko. Leżał na łóżku i był przykryty kocem.
Jak się tu znalazł? Sam wszedł?
Nie, pomyślał Lee, zaciskając gwałtownie powieki, nie sam.
Nagle przed oczyma stanęła mu twarz hrabiego Draculi.
Ah tak, przypomniał sobie, spotkaliśmy się w parku, rozmawialiśmy trochę, potem odprowadził mnie pod drzwi. Otworzyłem je a później… Co dalej?
Nie pamiętał, co się stało po pożegnaniu z Cho. Musiałem stracić przytomność.
Sungmin skrzywił się na tą myśl. Zemdlałem a on wniósł mnie do środka. Cóż za wstyd…
Detektyw usiadł na łóżku, chwiejąc się nieco. Był osłabiony, czuł to wyraźnie, nawet mimo tych kilku godzin snu. Właśnie… Ile on właściwie był nieprzytomny?
Inspektor zerknął na wiszący naprzeciw łóżka zegar. Było grubo po czwartej po południu, więc spał blisko dwanaście godzin.
Zaraz…
Czwarta po południu?!
- Cholera!- Krzyknął spanikowany, momentalnie odrzucając na bok okrywający go dotąd koc- Nie, nie… Oni mnie pozabijają… Spóźnić się tyle godzin…- mamrotał pod nosem gorączkowo, szybko ściągając wczorajsze ubranie i wkładając czyste
Właśnie był w trakcie trzeciej próby zapięcia kamizelki, gdy usłyszał przenikliwy dzwonek jego telefonu. Niemal biegiem skierował się do salonu, gwałtownym ruchem podnosząc słuchawkę.
- Słucham?- Powiedział, jedną ręką nadal walcząc z małymi guziczkami
- Sungmin? Jak się czujesz?
- Donghae?- Zdziwił się Lee, słysząc głos przyjaciela
- Tak, to ja. Dzwonię, żeby spytać, co u ciebie.
- Ah, dobrze, już dobrze… Zaraz będę na komisariacie…
- Co? Nie żartuj sobie, Lee- prychnął Donghae do słuchawki- Masz urlop.
- Jaki znowu urlop?- Palce Minga zatrzymały się przy środkowym guziczku. O czym on mówi?
- Normalny urlop. Wiesz, taki dzień wolny od siedzenia w pracy za biurkiem.
- Kpisz ze mnie?- Żachnął się starszy Lee
- Ależ skąd. Wczoraj, jakieś trzy godziny po twoim wyjściu, przyszedł tu ten hrabia, jak mu tam… Nieważne. W każdym razie przyszedł i chciał ze mną rozmawiać, ale akurat wszedł nadinspektor i faceta zgarnął- tłumaczył nieco znudzonym tonem Hae- Stali jednak na tyle blisko, że słyszałem całą rozmowę. Hrabia, jakkolwiek go tam na chrzcie nazwali, powiedział, że cię spotkał w mieście, że wyglądałeś jak chodzące zwłoki i że nie sądzi byś był w stanie jutro, to jest dzisiaj, przyjść do pracy.
- Hrabia powiedział, że wyglądam jak zwłoki?- Lee uniósł bezwiednie brwi w geście zaskoczenia
- No nie do końca… Ubrał to w ładniejsze i bardziej patetyczne słowa, ale sens jest ten sam.
Sungmin westchnął ciężko, przeciągając dłonią po twarzy. Wciąż był zmęczony, mimo wszystko.
- I co dalej?- Chciał wiedzieć
- Jak to, co? Szef powiedział, że masz dzisiaj wolne a gdyby to nie wystarczyło, to jutro też możesz zostać w domu.
- Coś takego…
- Facet ma niezłą siłę perswazji… Chociaż tobie nadinspektor dnia wolnego w życiu by nie odmówił- zachichotał młodszy- Ale lepiej ci już?- Przyjaciel powrócił do pełnego troski tonu, na który Ming mimowolnie się uśmiechnął
- Tak, Hae, dziękuję.
- Odpoczywaj, Ming. Może przyjść do ciebie po pracy?
- Nie musisz, ale skoro chcesz, to zapraszam.
- Zrób mi coś do jedzenia!
- Chciałbyś- roześmiał się Sungmin, po czym pożegnał się z przyjacielem i odłożył słuchawkę
Inspektor oparł się o ścianę i drugi raz tego dnia westchnął.
Otrzymał dzień wolny, a nawet dwa, jeśli by tego potrzebował. Czy to oznacza, że szef się o niego martwił? Nie, uznał Min po namyśle, to Donghae się o mnie martwi. Zadzwonił, zaproponował wizytę… Prawdziwy przyjaciel.
Ming uśmiechnął się delikatnie. Ktoś przejmował się jego losem. Hae, nadinspektor zaniepokoił się stanem jego zdrowia… Hrabia…
Lee wolnym krokiem skierował się do sypialni, chcąc zaścielić łóżko, rozmyślając jednocześnie nad postępowaniem szlachcica. Oczywiście był mu wdzięczny za zapewnienie mu bezpieczeństwa, jednak policjant zdawał sobie sprawę, że Cho wcale nie musiał tego robić. Miał wyższą pozycję społeczną od detektywa, więc mógł go zostawić samego jeszcze w parku, szczególnie że miał prawdopodobnie własne obowiązki do wypełnienia.  I ten koc… Sungmin starał się pozbyć myśli, iż jest to oznaka troski.
Za bardzo brakuje mi czyjegoś ciepła, pomyślał z rozgoryczeniem, tak bardzo, że w najprostszym i najmniej znaczącym geście doszukuję się drugiego dna.
Inspektor skrzywił się, wymierzając sobie mentalny policzek. Nie wolno mu tak myśleć a już na pewno nie w stosunku do takiej osoby, jak hrabia Dracula. Ktoś taki jak on z reguły nie przejmuje się pospolitymi detektywami w miastach pokroju Morteny. Prawdopodobnie pomógł mu tylko po to by zachować czyste sumienie. I choć Lee bolała ta myśl, to wolał się jej kurczowo trzymać. Nie chciał się do nikogo przywiązywać. Po co? Prawdopodobnie znów by się zawiódł, znów by cierpiał…
Podchodząc do znajdującego się w opłakanym stanie posłania (za co pomyślał, że powinien któregoś razu hrabiego przeprosić), kątem oka dostrzegł coś białego na swoim biurku.
List?
Sungmin wziął kartkę do ręki. Pismo na niej widniejące było schludne, jednak dało się poznać, iż autor listu pisał w pośpiechu.
W pomieszczeniu powoli robiło się ciemno, więc Lee podszedł do okna by odczytać wiadomość.

~*~


Drogi panie Lee.
Mam nadzieję, że wszystko z Panem w porządku. Niezmiernie martwi mnie pana omdlenie i modlę się w duchu by był to jednorazowy wypadek. Naprawdę nie wyglądał Pan dobrze i, proszę wybaczyć moją zuchwałość, uważam, iż to wina przepracowania. Dlatego pozwolę sobie na krótki spacer na komisariat i poinformuję nadinspektora lub, jeśli go nie zastanę, Pańskiego podwładnego o Pana stanie. Ponownie przepraszam za moją arogancję, ale nie wyobrażam sobie, że mógłby Pan jutro z samego rana wstać do pracy. Dlatego proszę spokojnie odpoczywać a ja z nadinspektorem porozmawiam, na pewno zrozumie sytuację.
Mam szczerą nadzieję na ponowną rozmowę. Jest Pan bardzo intrygującą osobą i z wielką chęcią kontynuowałbym tę znajomość. Jeżeli podziela Pan mój entuzjazm, to zapraszam któregoś dnia na lampkę wina. Słyszałem, że w pobliżu parku, w którym się spotkaliśmy, znajduje się wspaniała restauracja z piwnicą pełną wybornych win.
Z życzeniami powrotu do zdrowia,
Cho Kyuhyun


~*~

Sungmin jeszcze kilka razy przebiegł wzrokiem po zgrabnym piśmie hrabiego. Hrabiego? W pewnym momencie do policjanta dotarło, że w myślach w dalszym ciągu nazywa chłopaka (już mężczyznę?) per „hrabia Dracula”, chociaż jest świadom faktu, iż sam zainteresowany sobie tego nie życzy. Mimo wszystko Lee nie potrafił się przestawić.
Hrabia Dracula?
Już nie Dracula. Cho.
Ming nie dowierzał, ile jeden krótki list był w stanie zmienić w jego postrzeganiu osoby owego szlachcica. Czyż to nie ta sama osoba, która unika posługiwania się nazwiskiem swego ojca, preferując to po matce, nie powiedziała mu jako pierwsza, że wierzy w jego obawy? Czyż nie ten sam hrabia, prawdopodobnie jedyny człowiek w całej Mortenie, tak jak on wyrażał się z niemal nabożną czcią o ludzkim życiu? Czyż nie ten sam Dracula, niemalże obca dla niego osoba, udzielił mu pomocy, kiedy stracił przytomność w progu własnego domu?
Sungmin skarcił się w duchu. Jak mógł tak o nim wcześniej myśleć, wątpić w dobre intencje szlachcica? Jednak nawet trzymając w dłoni namacalny dowód, nie mógł uwierzyć w jego troskę. W końcu, kimże on był, co zrobił, aby na nią zasłużyć? Absolutnie nic. I właśnie to sprawiło, że w głębi duszy zaczął odczuwać irracjonalną radość. Uśmiechnął się lekko do listu.
Po paru minutach włożył kartkę bezpiecznie do szuflady i udał się do kuchni. Pochłaniając spóźnione śniadanie, rozmyślał o propozycji pana Cho. Tak, Cho. Lee zrezygnował z nazywania go Draculą, jeśli on sam tego nie chce. Miał do tego prawo, prawda? Sungmina zżerała ciekawość, dlaczego Kyuhyun tak nie lubi imienia ojca, jednak postanowił w dalszym ciągu powstrzymywać się od zadawania niewygodnych pytań. Nie byli jeszcze przyjaciółmi, więc…
Ming zamarł.
„Jeszcze” nie byli przyjaciółmi? Czy to oznaczało, że chciał, aby się to zmieniło?
Lee uświadomił sobie, że tak.
Detektyw parsknął śmiechem. Jego nagła chęć nawiązania z hrabim nici przyjaźni zakrawała o kpinę, jednak… Czy można się mu dziwić? Po tym, co przeszedł…
Sungmin umył w pośpiechu naczynia i wyszedł z mieszkania. Słońce wisiało jeszcze wysoko, rozgrzewając spacerujących spokojnie Morteńczyków, którzy na widok szanowanego stróża prawa kłaniali się z szacunkiem, posyłając pozornie uprzejme uśmiechy. A może naprawdę chcieli być mili i rzeczywiście darzyli Lee sympatią?
Inspektor odwzajemniał uśmiechy, kierując się w stronę posiadłości należącej do Kyuhyuna. Faktycznie czuł się o niebo lepiej po odespaniu kilku ostatnich dni. Może Cho miał rację? Może za dużo pracuje?
Uśmiech na twarzy Lee zbladł, gdy ten przypomniał sobie, dlaczego spędza tyle czasu na komendzie. Ponownie stanęły mu przed oczami te sterty nekrologów, niewyjaśnione sprawy, zgony tak wielu młodych ludzi… Ludzi niekiedy w jego wieku! Nie zostawi tak tego, o nie. Dotrze do sedna tej tajemnicy, rozwiąże zagadkę i uratuje kolejne niewinne istnienia! Żeby już nikt nigdy nie musiał cierpieć…
Do tego stopnia pogrążył się w rozmyślaniach, że nie dostrzegł, kiedy zbliżył się do posiadłości Draculi. Ocknął się dopiero wtedy, gdy ujrzał hrabiego we własnej osobie, wychodzącego na ulicę.
Lee przyspieszył kroku.
- Dzień dobry.
Cho podskoczył lekko, zaskoczony nagłym powitaniem, jednak ujrzawszy Sungmina od razu się rozpromienił.
- Dzień dobry panu. Jak się pan dzisiaj czuje?
Inspektor odwzajemnił uśmiech, tym razem całkowicie szczerze.
- O wiele lepiej, bardzo panu dziękuję za pomoc- skrzywił się delikatnie i dodał- i przepraszam za kłopot.
Kyuhyun machnął lekceważąco ręką.
- Żaden kłopot, niech pan nie wymyśla.
- Mimo wszystko zapewne panu w czymś przeszkodziłem…
- Ależ skąd!- Obruszył się szlachcic, patrząc na policjanta z wyrzutem. Nagle brązowowłosy parsknął śmiechem- Mówiłem panu wczoraj, że nie chcę mieć na sumieniu stróża prawa. Zostałbym zlinczowany!
Sungmin zawtórował mu, śmiejąc się radośnie. Kiedy był ostatni raz, gdy roześmiał się tak szczerze?
Kyuhyun natomiast obserwował go z wyraźną przyjemnością. Lubił go, choć wiedział, że nie powinien. To mogło stać się dla niego niebezpieczne- przyjaźń z inspektorem miejscowej policji. Zawsze go ostrzegano przed zawieraniem takich znajomości. Oczywiście wiedział, że powinien utrzymywać z policją w miarę dobre stosunki by nie ściągać na siebie podejrzeń, jednak ich zacieśnianie było lekkomyślne. Lee mógłby któregoś dnia odkryć prawdę a wtedy Cho musiałby podjąć odpowiednie kroki. Hrabia wzdrygnął się w duchu na samą myśl o tym, co musiałby zrobić. Nie chciał tego czynić. Nie jemu.
Ponadto Kyuhyun nie należał do osób, które bronią się rękami i nogami przed łamaniem jakichkolwiek zasad. O nie, wręcz przeciwnie. Uwielbiał działanie na własną rękę, nie przejmując się konsekwencjami. Co nie znaczyło, że był głupi, w żadnym wypadku. Był inteligentny i właśnie to umożliwiało mu bezkarne postępowanie wbrew wszelkim regułom, panującym w jego środowisku.
Cho Kyuhyun był po prostu inny od swych pobratymców i było mu z tym bardzo dobrze.
Dlatego postanowił zaprzyjaźnić się z Lee Sungminem. Coś go do tego detektywa ciągnęło, choć nie był na tę chwilę świadomy, co dokładnie. Chętnie jednak się tego dowie. Kto wie? Mogło być zabawnie.
- Oj tam, od razu zlinczowany. Nie przesadzajmy- zażartował Lee
Zanim Cho zdążył mu odpowiedzieć, okno tuż nad jego głową otworzyło się gwałtownie, ukazując urodziwą brunetkę w jedwabnej, błękitnej sukni.
- Panie, ja…- zaczęła, jednak zamilkła na widok policjanta. W jej oczach mignął strach. A może to Sungminowi się przywidziało…?
Kyuhyun odwrócił się gwałtownie i powiedział:
- Wracaj do środka, Mario.
- Ale…- zaoponowała kobieta, ponownie zerkając na stojącego obok jej hrabiego Lee
- Wracaj, zaraz przyjdę- uciął Cho
Maria pokiwała głową i zatrzasnęła okiennice.
- To pańska żona?- Spytał uprzejmym tonem Sungmin- Uraziłem ją…?
- Nie, to moja gospodyni- hrabia uśmiechnął się nerwowo. Nie chciał, żeby policjant ją zobaczył… Jeszcze nie- Ah, ona po prostu jest bardzo nieśmiała w stosunku do obcych.
- Rozumiem- skłamał Lee
Cho uścisnął mu dłoń, ponownie przyklejając do twarzy uśmiech i obiecując sobie, że jeśli to nic ważnego, to będzie musiał Marię ukarać za przerywanie ich rozmowy.
- Pan wybaczy, obowiązki wzywają.
- Oczywiście- pokiwał głową Min
- Do zobaczenia w restauracji. Nie przepuszczę panu tego wina- zaśmiał się szlachcic, znikając w swej posiadłości.