sobota, 18 stycznia 2014

Mit

Nigdy. Więcej. Czegoś. Takiego xd
Ci z Was, którzy obserwują mnie na Twitterze, przez ostatni miesiąc mieli 
(nie)przyjemność wysłuchiwać/czytać/niepotrzebne skreślić moich marudzeń, jak to
pewien fanfick mnie denerwuje. Tak, miesiąc z tym czymś walczyłam! Się drań poddać nie chciał TT.TT
 One shot powstał na prośbę Fanki, która bardzo, ale to bardzo chciała KyuHyuka.
Ja właściwie z miejsca wpadłam na pomysł, żeby przerobić mit grecki. Pomyślałam, że będzie mi się
lepiej pisało, jak na chwilę zmienię styl na potencjalnie prostszy. Ugh, nic z tych rzeczy, było mi strasznie ciężko Q.Q
Dlatego tym bardziej się cieszę, że w końcu go skończyłam xDD
Mam nadzieję, że mimo bóli, w towarzystwie których "Mit" powstał, ficzek będzie się Wam, a w szczególności Tobie, Fanko, dobrze czytało. No i że się spodoba. Wyszedł długi jak na mnie, więc jestem zadowolona xD

Tytuł: Mit
Pairing: KyuHyuk (Kyuhyun x Eunhyuk- Super Junior)
Gatunek: AU (tak myślę, nie znam się xD), fantasy
Beta: Tak (moja becia jest obecnie zombie, gdyż uznała, że umarła co najmniej trzy razy, jak to czytała. Czy to czyni z niej potrójne zombie? O.o)

* * *


Istnieje wiele historii, traktujących o powstaniu świata, począwszy od teorii Wielkiego Wybuchu po opowieść o Wszechmocnym Bogu, który za pomocą Słowa z niczego stworzył nasz świat. Jeśli mam być szczera, to powiem Ci, szczęśliwy znalazco tej kroniki, że jest jeszcze jedna legenda, najbardziej, moim nieskromnym zdaniem, prawdopodobna. Jestem pewna, że ją znasz. A przynajmniej jej oficjalną wersję, udostępnioną ogółowi zamieszkujących Ziemię śmiertelników.
Czytając o greckiej mitologii, natknąłeś się bez wątpienia na opowieść o Chaosie, z którego wyłonili się pierwsi bogowie, Uranos i Gaja. Cóż, do Chaosu wszystko się zgadza. Potem pełni pychy Grecy postanowili na nowo napisać tę historię, modyfikując ją dla własnych potrzeb. Oryginalną jej wersję zaraz Ci opowiem, lecz, Drogi Czytelniku- jeśli pragniesz nadal tkwić w błogiej nieświadomości i wygodnej ciemnocie- proszę, odłóż, wyrzuć tę kronikę, niech ktoś inny pozna legendy w niej spisane. Jeżeli jednak pragniesz rozświetlić mrok niewiedzy, czytaj dalej. Proszę jednak abyś mnie potem nie obwiniał- jestem tylko kobietą, która postanowiła dociec prawdy i która sukcesywnie ją tu spisywała, ignorując nasilający się ból dłoni. Ta książka jest dla mnie jak potomstwo, którego nigdy nie miałam, więc proszę, uszanuj to. Cokolwiek się z Tobą i Twoim światopoglądem później stanie, pamiętaj, że w pewnym momencie rodzice przestają odpowiadać za swoje dzieci.
Ah, zdecydowałeś się. Dobrze. Pozwól więc, że opowiem Ci prawdziwą, nieco kontrowersyjną, historię powstania świata i tego, co działo się później.
Jak już wiesz, na samym początku istniał Chaos. Nie wiadomo dokładnie, czym był naprawdę, jednak ja lubię o nim myśleć jak o kłębowisku uczuć, nieuporządkowanym strumieniu pragnień i zalążku wszystkiego, co nas obecnie otacza. Mówi się, że w Chaosie znajdowały się istoty, które postanowiły wydostać się na zewnątrz. Wypowiedziały swe intencje i wtedy Chaos nagle rozpadł się. Tak powstały Księga Rodzaju a przy okazji także teoria wielkiego wybuchu. Szczątki Chaosu stworzyły nasz świat a w miejscu eksplozji stały cztery byty, które do niej doprowadziły. A imiona ich brzmiały Leeteuk, Kangin, Hangeng oraz Heechul. Na początku współpracowali, razem kształtując Ziemię i przygotowując ją na przybycie innych istot, jednak nie trwało to długo. Wkrótce pary zaczęły się spierać o podległe im tereny. Wojowniczy Kangin nie chciał oddać niesfornemu Heechulowi Śródziemia i Azji Zachodniej, samemu żądając Azji Wschodniej i Afryki. Na szczęście za ich plecami nieco bardziej skorzy do ugody Leeteuk i Hangeng zawarli umowę, dzięki której powstrzymali rozlew krwi między ich partnerami. Kangin i Leeteuk otrzymali obydwie Ameryki, Afrykę i trzy czwarte terenów dzisiejszej Europy. Resztą tego kontynentu władać mieli Hangeng i Heechul, którzy w swych rękach posiedli także całą Azję i Australię.
Zapanował pokój, choć konflikt cały czas wisiał w powietrzu.
Obydwie pary doczekały się potomstwa w postaci synów.
Prawdopodobnie w tym momencie, szczęśliwy Znalazco mej kroniki, powracasz wzrokiem do poprzednich linijek, usilnie poszukując wzmianki o jakiejkolwiek kobiecie. Niestety, czeka Cię rozczarowanie, bowiem wszyscy czterej bogowie byli mężczyznami. Jak, spytasz, jak w takim razie mogli mieć dzieci? Odpowiedź jest prosta- w końcu to bóstwa, dla nich nie istnieje „niemożliwe”.
Synowie Kangina i Leeteuka zwali się Yesung i Eunhyuk. Starszy, Yesung, dzierżył władzę nad niebem i płynącymi po nim chmurami. Był on specyficzną osobą, roztaczał wokół siebie nieco niepokojącą aurę, przez co sprawiał wrażenie niedostępnego, choć rzeczywistość miała się zupełnie inaczej. Jego młodszy brat, Eunhyuk, na pierwszy rzut oka stanowił całkowite przeciwieństwo Yesunga. Radosny, wiecznie uśmiechnięty, wręcz tryskający pozytywną energią. Wziął w opiekę zwierzęta, jednak szczególną miłością obdarzył hasające po drzewach małpy. Mówi się, że po pewnym czasie niektóre z nich, chcąc naśladować boga, zeszły z drzew i zaczęły chodzić wyprostowane. Eunhyuk chętnie im pomagał. Uczył je, jak budować schronienie, polować, rozpalać ogień. W ten sposób narodziła się ludzkość, która w krótkim czasie zasiedliła niemal całą Ziemię. Leeteuk był z syna bardzo dumny.
Druga para pierwszych bogów również doczekała się dwóch męskich potomków. Starszy miał na imię Ryeowook . Zachęcany przez Hangenga, z zapałem zgłębiał tajniki powstawania wybornych potraw a kiedy na ziemiach jego rodziny zamieszkali ludzie, chętnie dzielił się z nimi swoimi przepisami. Ryeowook był bardzo przez ludzkość lubiany, także ze względu na swoje miło usposobienie.
Młodszy syn nie należał do zbytnio uprzejmych osób, jak jego brat. Kyuhyun, bo tak brzmiało jego imię, odziedziczył charakter po Heechulu, szybko stając się jego ulubieńcem. Uwielbiał psoty. Wszędzie było go pełno, biegał od jednej osoby do drugiej, zaśmiewając się z ich sfrustrowanych min. Bywał nieprzyjemny i wredny, bardzo rzadko jednak dokuczał młodszym od siebie. Często zakradał się do ludzkich wiosek, ucząc dzieci wymyślonych przez siebie zabaw. Tak, gry były wielką pasją Kyuhyuna, z którą ten radośnie obnosił się wszędzie dookoła.
Wbrew pozorom posiadał także delikatniejszą stronę. Uwielbiał jeździć konno, czuć pęd, targający ciemnymi kosmykami jego włosów wiatr, ubóstwiał wolność, jaką mu to dawało. Miał jednego wierzchowca, któremu ufał bezgranicznie ze względu na jego inteligencję, oddanie i siłę.
A koń zwał się Siwon.
Tamtego dnia wspólnie przemierzali leśne ostępy na granicy królestw boskich par. Kyuhyun często się tam zapuszczał, nierzadko wkraczając na teren Kangina i Leeteuka, choć nie powinien. Chłopak kochał łamać zasady.
Ukochany syn Heechula zsiadł powoli ze swego wierzchowca, podziwiając otaczającą go puszczę. Uśmiechnął się lekko. Uwielbiał takie miejsca, ponieważ przebywając sam na sam z naturą (oraz koniem, który zdawał się doskonale rozumieć swego pana) mógł wreszcie odetchnąć od monotonii życia codziennego. W tamtym momencie wyjątkowo potrzebował chwili wytchnienia. W ciągu paru poprzednich dni zdążył narazić się ponad połowie dworu, który, o dziwo, tym razem nie był zbyt skłonny by wybaczyć młodemu księciu, co tego niezmiernie denerwowało. To było dla niego niepojęte, gdyż zwykle zapominali o wszystkim w ciągu doby.
Właśnie schodził z łagodnego pagórka, chcąc położyć się pod swoim ulubionym drzewem, gdy dostrzegł jakiś ruch wśród gałęzi. Przykucnął szybko, chowając się w kępie paproci. Odczekawszy chwilę, wychylił się ostrożnie, jednocześnie spoglądając na swój dąb.
Liście poruszały się gwałtownie, zupełnie jakby coś szamotało się pomiędzy gałęziami. Nagle jedna z nich złamała się i runęła na ziemię, pociągając za sobą miotające się stworzenia.
Młody bóg wyprostował się, widząc ludzką sylwetkę, próbującą desperacko złapać oddech. Nie zastanawiając się długo, ruszył na pomoc tajemniczemu osobnikowi. Mimo wszystko lubił ludzi i ostatnim, czego chciał, było to by jednemu z nich stała się krzywda w jego obecności.
Pomiędzy szczątkami połamanej gałęzi dostrzegł ciemnowłosego chłopaka, skulonego w dość nienaturalny sposób. Kyuhyun pochylił się i dotykając lekko jego ramienia, zapytał:
- Nic ci nie jest?
- Nie, nie, nic mi nie…- tajemniczy osobnik zamarł, gdy jego wzrok spoczął na Kyuhyunie. Dotychczasowy uśmiech spełzł z jego twarzy a i sam syn Heechula odsunął się od niego, gdy spojrzeli sobie w oczy
To nie był człowiek.
Musisz wiedzieć, drogi Czytelniku, że ludzkie oczy są dla bogów niczym otwarta księga- przejrzyste, dzięki czemu intencje są łatwe do rozszyfrowania. Boskie oczy są bystre i nieprzeniknione- patrząc w nie byłbyś skołowany, zagubiony a tajemniczy błysk ich tęczówek spowodowałby mieszaninę niesamowitych, czasami nawet przerażających, uczuć.
- Bóg- stwierdził Kyuhyun, odsuwając się powoli
- Ty też- odparł ciemnowłosy, przyglądając mu się bacznie
- Kim jesteś?
- Eunhyuk. A…
- Ha!- Przerwał mu Kyu nagłym okrzykiem- Jesteś tym świrem od małp!
- Świrem?- małpi bóg odtrącił wyciągnięty w jego stronę w oskarżającym geście palec- A ty kim jesteś, żeby mnie obrażać?- Chciał wiedzieć
- Kyuhyun- chłopak jedynie wzruszył ramionami lekceważąco
- Yah! To ty!
- No ja.
- To ty!- Powtórzył z dziwną miną Eunhyuk
- No mówię, że ja.
- Yah! Naucz moją małpę żonglować!
- Słucham?- Zdziwił się Kyuhyun
Ciemnowłosemu opadły ręce.
- Od miesiąca próbuję nauczyć Fankę żonglować- westchnął, wskazując na bawiącą się za jego plecami słodziutką małpkę, która spowodowała wcześniejszy upadek z drzewa- ale dalej jej nie wychodzi.
- Skąd wiesz, że ja dam radę?
- Nauczyłeś sroki kraść biżuterię. Z małpą sobie nie poradzisz?
Kyuhyun zamyślił się. W końcu wzruszył ramionami.
- Niech będzie- uśmiechnął się chytrze- A co ja będę z tego miał?
Eunhyuk spoważniał.
- Nie wydam cię mojej rodzinie. Nie powiem im, jak często syn Heechula przekracza nasze granice.
- Wiedziałeś?- Spytał zaskoczony Kyu
- Oczywiście. Ten teren jest pod moja jurysdykcją- Hyuk wypiął dumnie pierś
- Yh… Zboczeniec!- syn Heenima wzdrygnął się teatralnie
- Co…?
- Podglądałeś mnie! Przyznaj się, perwersie!
- Ja nie…- zaczął Eunhyuk, po czym roześmiał się, rozbawiony
Radosny śmiech dwóch bogów wypełnił polanę a roślinność zadrżała w ekstazie, na swój sposób oddając wyczute w pobliżu szczęście.
Rozmawiali, dopóki słońce nie dotknęło horyzontu, stopniowo się za nim chowając. Pożegnali się wtedy, składając sobie przedtem obietnicę ponownego spotkania. Mówi się, że młodsi synowie skłóconych boskich rodów poczuli do siebie sympatię już w momencie, gdy Kyuhyun zaproponował Eunhyukowi pomoc. Faktem jest natomiast to, iż żaden z nich nie chciał owej znajomości zrywać. Wręcz przeciwnie- podświadomie dążyli do zacieśnienia więzów.
Tak też się stało.
Spotykali się co tydzień, zawsze w tym samym miejscu i o tej samej porze. Pierwsze sześć spotkań minęło im na uczeniu Fanki sztuki żonglowania. Małpka była inteligentna lecz szybko się rozpraszała. A mówiąc dokładniej, od wykonywanej czynności odciągała ją obecność Eunhyuka. Była do tego stopnia zapatrzona w swego boga, że już nic innego nie miało dla niej znaczenia.
- Zakochała się- zaśmiał się Kyuhyun, gdy któregoś razu Fanka skoczyła Eunhyukowi na ramię i przytuliła pyszczek do jego policzka
- Po prostu się przywiązała- odparł spokojnie małpi bóg- Większość zwierząt, które wychowałem od małego, tak się zachowują.
- Wychowałeś ją?
- Jej matka zmarła krótko po porodzie. Nie mogłem jej zostawić samej.
Kyuhyun uśmiechnął się łagodnie na te słowa.
- To miłe.
- Rób tak częściej- powiedział nagle Eunhyuk, rzucając mu łagodne spojrzenie
Syn Heechula zamrugał parokrotnie, szczerze zaskoczony.
- Ale co?
- Uśmiechaj się. Ale nie tak chytrze, jak masz w zwyczaju, tylko jak przed chwilą- oświadczył Hyuk, wzruszając ramionami- Tak ciepło. Taki uśmiech ci pasuje.
Znasz już na tyle charakter Kyuhyuna, że prawdopodobnie spodziewasz się z jego strony ciętej riposty. Ta jednak, mój drogi, nigdy nie nastąpiła, gdyż bóg po prostu przywołał do siebie Fankę by ta ponownie spróbowała żonglować owocami agrestu. Do końca dnia nie spojrzał Eunhyukowi w oczy. Nie potrafił, choć sam do końca nie wiedział, dlaczego.
Mimo to bogowie chcieli wiedzieć o sobie coraz to więcej i więcej, dlatego podczas każdego ze spotkań jeden zadawał drugiemu szereg pytań.
- Zwierzęta są cudowne, takie otwarte i, jakby na to nie spojrzeć, prawdomówne- powiedział Eunhyuk, gdy podczas piątego spotkanie Kyuhyun zapytał go, dlaczego tak ukochał zwierzęta. I małpy- Nigdy cię nie oszukają. Jeśli ci nie ufają, to to pokażą a jeśli cię lubią, to też zakomunikują to w odpowiedni sposób. Dlaczego małpy, pytasz?- Zachichotał- Są słodkie!
Na szóstym spotkaniu Eunhyuk zainteresował się grami i tym, dlaczego Kyuhyun uczy ich ludzi.
- Bo życie bez gier byłoby nudne!- odrzekł z powagą Kyu- Moje na samym początku takie było, więc znam ten ból. Kiedy zobaczyłem ludzi po raz pierwszy, zrobiło mi się ich żal. Ich życia obracały się tylko wokół pracy i wychowywania dzieci. Wyglądali na smutnych, więc postanowiłem dać im radość, pokazać, że mogą się także bawić i to nic złego- na koniec uśmiechnął się tak, jak kiedyś poradził mu jego nowy przyjaciel
W końcu Fanka nauczyła się żonglować i obydwaj zaczęli się w duchu zastanawiać, w jaki sposób nakłonić tego drugiego do dalszych spotkań. Żaden jednak nie zdobył się na odwagę by zapytać o to towarzysza, więc po prostu rozeszli się w swoje strony, starając się zignorować osobliwe kłucie w piersi.
Ten dziwny w ich mniemaniu ból skłonił na drugi dzień Kyuhyuna do powrotu na ich polanę. Jednakże to, co tam zastał, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
Już z daleka słyszał muzykę, a raczej kakofonię przeróżnych dźwięków, które razem miały stworzyć swego rodzaju melodię. Syn Heechula zbliżył się do polany, zatrzymując się nagle na jej skraju.
Najpierw zobaczył szereg różnych zwierząt, takich jak jelenie, dzięcioły, króliki, małpy i wiele, wiele innych. Sekundę później dostrzegł coś, co odebrało mu dech w piersiach.
Tańczył. Jego ruchy były płynne, przemyślane, czasami gwałtowne, jakby toczył bój ze swym najstraszliwszym wrogiem, a chwilami delikatne, jak gdyby chciał objąć kochanka. Stawiał kroki pewnie i bez wahania. Jego ciało raz po raz wyginało się niczym odczuwający niesamowitą przyjemność kot, głaskany z czułością przez swego pana. Na ustach boga widniał szeroki, radosny uśmiech, na widok którego Kyuhyun musiał oprzeć się o pobliskie drzewo. Wraz z tym ruchem muzyka ucichła a Eunhyuk zatrzymał się wpół kroku.
- Kyuhyun?- zdziwił się- Co ty tu…
- Nigdy mi nie powiedziałeś, że tańczysz- uciął bóg, powoli wychodząc z szoku
- Ach… Myślałem, że cię to nie zainteresuje.
- Interesuje. Bardzo- Kyuhyun rzucił mu krótkie, niepewne spojrzenie- Zatańczysz jeszcze?
I Eunhyuk zatańczył, wkładając w to o wiele więcej serca niż poprzednio.
Okazja do ponownego spotkania nadarzyła się trzy dni później, gdy Kyuhyun ostro pokłócił się z Hangengiem. Niemal instynktownie skierował się pod wspólny dąb, w duchu licząc na obecność boga zwierząt. Tego jednak nigdzie w pobliżu nie dostrzegł. Usiadł więc pod drzewem i zrobił jedyne, co mogło mu w tamtym momencie przynieść ulgę.
Zaczął śpiewać. Czyste, perfekcyjne dźwięki opuszczały jego usta, niosąc ze sobą ciążące mu emocje- ból, złość, niepewność, żal. Mimo to głos ani razu mu się nie zachwiał. Ciszej, głośniej, wyżej, niżej… Śpiewał jakby coś rozdzierało jego serce. Wraz z kolejnymi słowami pozbywał się negatywnej energii, zabijającej go od środka. Drzewa na polanie falowały pod wpływem jego głosu, gałęzie wiły się w powietrzu jakby w ekstazie a ukryte dotychczas zwierzęta wychodziły z kryjówek.
W końcu Kyuhyun zamilkł i z ciężkim westchnieniem otworzył oczy, od razu dostrzegając siedzącego przed nim Eunhyuka.
- Nigdy mi nie mówiłeś, że śpiewasz- sparodiował go bóg małp
- Myślałem, że cię to nie zainteresuje- odparł bez przekonania Kyuhyun
Eunhyuk spojrzał na niego ciepło.
- Masz cudowny głos, Kyuhyunnie- szepnął subtelnie- Zaśpiewasz coś dla mnie?
Zaśpiewał a przyroda wokoło i serce syna Leeteuka oszalały.
Od tamtej pory spotykali się częściej. Co trzy lub cztery dni siadali razem na swojej polanie, rozmawiając o wszystkim i o niczym, rozbawiając się nawzajem. Głęboko pragnęli wiedzieć o sobie wszystko, być bliżej… Stać się dla siebie kimś więcej niż zaledwie przyjaciółmi.
Pierwszy barierę nieśmiałości przełamał Eunhyuk.
- Powiem ci coś, dobrze, Kyuhyunnie?
Bóg oderwał wzrok od bawiącej się z nim Fanki.
- Dobrze. Co takiego?- Zdziwił się
- Ale najpierw chciałbym czegoś spróbować… Mogę?- Zawahał się Hyuk
- Oczywiście, że tak… Auć- skrzywił się, gdy małpka nagle wskoczyła mu na głowę, wyrywając parę brązowych włosów
Eunhyuk wziął głęboki wdech i powiedział stanowczym tonem:
- Zaśpiewaj najpiękniej, jak umiesz a ja zatańczę najlepiej, jak potrafię. Wtedy…
Kyuhyun uśmiechnął się delikatnie. Podał Fance banana i wstał.
- Gotowy?
Zwierzęcy bóg pokiwał głową. Syn Heechula otworzył usta…
Ruchy Eunhyuka jeszcze nigdy nie były tak perfekcyjne. Chłopak pławił się w głosie Kyuhyuna, który śpiewał jakby od tego zależało jego życie. Obydwaj wkładali w to swoje dusze i skrywane na dnie serca uczucia, których przez długi czas się wypierali. Teraz jednak nadszedł czas by się odsłonić i pozwolić przeznaczeniu się wypełnić.
Tancerz zatrzymał się, dysząc ciężko. Opierając dłonie o kolana, spojrzał na Kyuhyuna, który masował nadwyrężone gardło. To go poniekąd ucieszyło- być może emocje, które wyczuł w jego śpiewie, były prawdziwe? I najważniejsze- czy były skierowane do niego?
-Kyuhyunnie…
Bóg podniósł się z ziemi i ruszył w jego stronę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Eunhyuk przeszedł wolnym krokiem pod gałęzią, na której Fanka jadła żółty owoc. Gdy byli już blisko, coś żółtego mignęło mu przed oczami. Ziemia zaczęła się zbliżać w zastraszającym tempie…
Silne dłonie chwyciły eunhyukowe biodra, starając się uchronić go przed bolesnym upadkiem.
Eunhyuk zamrugał gwałtownie, starając się zorientować, co się właśnie stało. Kiedy mu się to udało, zamarł, przerażony.
- Aua…- zajęczał leżący pod nim Kyuhyun- Nic ci nie jest?
- N-nie…- wydukał Hyuk
Kyu spojrzał Eunhyukowi w oczy…
- Kyu, ja…- małpi bóg dotknął opuszkami palców jego policzka
Ręka Kyuhyuna powędrowała w stronę karku Hyuka…
- Hyukkie…- szepnął, zanim zetknął ich wargi w motylim pocałunku
Całowali się delikatnie, jakby bojąc się odrzucenia ze strony ukochanego. Badali swoje reakcje, dociekali uczuć, wnikali w swe dusze, szukając potwierdzenia i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.
Dłonie wędrowały niespiesznie, badając każdy skrawek twarzy drugiego z bogów, ucząc się na pamięć faktury i miękkości włosów.
Języki stykały się subtelnie, z lubością poznając smak ust ukochanego.
- Kyuhyunnie… Kocham cię, Kyuhyunnie…
- To dobrze- Kyuhyun trącił nosem ten należący do Eunhyuka- bo ja ciebie też, Hyukkie.
Syn Heechula przytulił Hyuka do serca, raz po raz powtarzając te najcudowniejsze słowa.
Coraz ciężej było im się rozstawać. Pożegnania trwały godzinami. Jeśli byłeś kiedyś zakochany, drogi czytelniku, prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek zrozumiesz ich uczucia. Ten ból, gdy dwa serca, na stałe złączone w jedno, muszą się rozstać, nawet na kilka chwil, jest nie do opisania.
Ich spotkania od czasu pierwszego pocałunku przebiegały nieco inaczej. Spędzali czas wtuleni w swe ciała, ciesząc się z każdej chwili w ramionach najdroższego. Składali motyle pocałunki na czołach, skroniach, policzkach, ustach.
Z czasem zauważyli, iż pragną siebie coraz bardziej.
Zbliżała się zima. Obydwaj bali się nadejścia tej pory roku, wiedząc, że dopóki śnieg nie stopnieje, nie będą mogli opuścić swoich pałaców. To oznaczało, iż nie spotkają się przez co najmniej trzy miesiące. Ich serca krwawiły na samą myśl o rozstaniu.
Kyuhyun nie wiedział, co go podkusiło by w ostatnią noc jesieni zawędrować pod pamiętny dąb. Może w duchu liczył, że jego miłość postanowiła zrobić tak samo?
Czy ich uczucie było na tyle silne by wezwać ich na łono natury w tym samym czasie?
- Hyukkie, co ty…?                                                                            
- Ja… sam nie wiem. Chciałem cię zobaczyć…
- Ja ciebie też…
Księżyc w pełni wisiał na rozgwieżdżonym nocnym niebie, swym blaskiem oświetlając dwóch bogów, zrzucających swe szaty. Ich ciała zbliżyły się do siebie, spragnione dotyku. Usta Hyuka pochłonęły wargi syna Heechula a języki badały siebie nawzajem podczas ognistego tańca. Eunhyuk całkowicie uległ Kyuhyunowi, który z pasją wyniósł ich pod samo niebo rozkoszy. 
Wraz z nastaniem świtu złożyli na swych ustach ostatni, czuły pocałunek. Ruszając w stronę domów, starali się zignorować narastające poczucie niepokoju, rodzące się w ich sercach.
Pierwsze dwa tygodnie nie czuli zupełnie nic, poza zwykłą tęsknotą. Potem z obydwoma bogami zaczęło się dziać coś dziwnego.
Kyuhyun czuł się, jakby spał po dwie, trzy godziny dziennie. Oczy same mu się zamykały a koncentracja drastycznie zmalała. Heechul dostrzegł to i począł pytać syna, co się stało. Tej jednak nie chciał powiedzieć prawdy. Bał się reakcji rodziny na to, iż bez ich wiedzy połączył się z innym bogiem. Jego serce wypełniał także strach o ukochanego. On sam dominował, więc to oznacza, iż Eunhyuk odczuwa wszystko bardziej dotkliwie.
Prawdopodobnie zastanawiasz się, miły znalazco owej kroniki, co się stało naszym bogom. Otóż musisz wiedzieć, że kiedy bogowie łączyli się w pary podczas aktu, wiązali się ze sobą do końca swych dni. Potrzebowali swej obecności, dodawała im ona energii do życia. Jeśli działo się inaczej, po kilku tygodniach słabli… Aż nie umierali z tęsknoty i wyczerpania.
Proces zaczynał się od boga, który uległ swemu kochankowi.
Jak już wspominałam, Kyuhyun nie chciał niczego mówić rodzinie. W końcu oficjalnie byli z Leeteukiem i Kanginem skłóceni. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy w progach pałacu Hangenga i Heechula stanął sam Leeteuk.
- Co ty tu robisz?!- Krzyknął rozzłoszczony Heenim
- Gdzie Kyuhyun?- Spytał z paniką w głosie Teuk
- Nie wciągaj w to naszego syna, o cokolwiek ci chodzi!
- Mój syn umiera i twój też!- Wyrzucił z siebie bóg
- Co to ma znaczyć?- chciał wiedzieć Hangeng- Dlaczego twierdzisz, że nasze dziecko umiera?
- Nie widzisz, jaki jest blady? Nie widzisz, jaki jest wycieńczony? Nie zauważyłeś, jak często znikał ostatnimi czasy?- Leeteuk stracił nad sobą panowanie- Dodaj dwa do dwóch, Han!
- Chyba nie twierdzisz, że oni…- wyszeptał przerażony Heechul
- Złączyli się- potwierdził ojciec Eunhyuka- a teraz umierają. Obydwaj.
Na boskim dworze zapadła cisza. Rodzice Kyuhyuna nie mogli uwierzyć w to, co właśnie usłyszeli. W końcu przywołali do siebie syna, który przysłuchiwał się całej rozmowie z ukrycia, przez wszechogarniający strach nie mogąc się ruszyć.
- Czy to prawda, synu?
- Tak…- szepnął, po czym spojrzał na nowoprzybyłego- Leeteuk, co z …
- Jest w fatalnym stanie- powiedział starszy bóg ze łzami w oczach- Kyuhyun, proszę, wróć ze mną…
Heechul nie zamierzał się na to zgodzić.
- Ty naprawdę uważasz, że mu na to pozwolimy?- zakpił Chul- Nigdy w życiu!
- Życie twojego ukochanego syna wkrótce się skończy, jeśli się nie spotkają!- Krzyknął zrozpaczony Leeteuk- Naprawdę chcesz stracić swoje dziecko?!
- Pojadę- oświadczył Kyuhyun ze stanowczością w głosie- Pojadę!
- Kyuhyunnie, proszę…
- Muszę, ojcze- młody książę spojrzał na Heechula ze smutkiem- Kocham go… Nie chcę go stracić.
Chwilę później Kyuhyun wraz z ojcem swego ukochanego wyruszył do jego pałacu.
Podróż nie trwała długo, lecz syn Heechula odczuł ją bardzo dotkliwie. Z każdą godziną czuł się coraz bardziej zmęczony. Oczy same mu się zamykały, mięśnie wiotczały. Gdyby nie pilnujący go Leeteuk, już dawno straciłby przytomność.
Odzyskał część swych sił, gdy przekroczył próg pałacu Kangina i Leeteuka, który bezzwłocznie zaprowadził go do swego konającego syna.  Eunhyuk leżał na swym łóżku, nieprzytomny. Jego skóra była szara, niemalże przezroczysta.
- Długo już tak wygląda?- Spytał ledwie słyszalnym szeptem, dotykając palcem jego policzka
- Od wczoraj…
Kyuhyun w panice przytknął swe usta do jego warg, czując jak jego własna energia napływa do ciała kochanka. Nie mógł pozwolić mu umrzeć, za bardzo go kochał. Całkowicie skupił się na przywróceniu Hyuka do krainy żywych i wzdrygnął się, zaskoczony, gdy czyjeś dłonie odciągnęły go od ukochanego.
- Wystarczy, Kyuhyunnie- powiedział zaskakująco łagodnym tonem Kangin- Już wszystko porządku
- To dobrze… Dobrze- uśmiechnął się na widok zarumienionych policzków Eunhyuka.
Sam chwilę później padł, zemdlony. Leeteuk ułożył go koło syna na łóżku, przykrywając obydwu. Wymienił z partnerem pełne ulgi spojrzenia, po czym oboje opuścili komnatę.
Parę godzin później Hyuk otworzył oczy. Spojrzał w bok…
- Kyunnie…?!
Widząc, jak blady jest jego kochanek, natychmiast przycisnął swoje usta do jego warg, dzieląc się energią życiową z miłością swego życia. Po chwili poczuł dłonie Kyuhyuna na swoim torsie, odpychające go delikatnie.
- Nie musisz… Mnie nic nie jest- bóg uśmiechnął się słabo
- Ale…
- Nie, Hyukkie- powiedział stanowczo Kyuhyun, sekundę później dodając łagodnie- Chodź do mnie…
Eunhyuk przylgnął do niego całym ciałem. Kyu odszukał jego usta i złożył na nich słodki pocałunek.
- Kocham cię, Kyuhyunnie- wyszeptał Hyuk, nie odrywając się od warg ukochanego
- Ja ciebie też, Hyukkie… Ja ciebie też…
Czy jesteś ciekaw, jak kończy się ta historia?
Cóż, wszystko się wyjaśni, gdy wyjawię Ci, kto się nią ze mną podzielił.
Miał na imię Donghae i także był bogiem. Urodził się pod wielkim dębem, wiele wieków później nazwanym Bartkiem, który znajduje się na terenie dzisiejszej Polski.
Jego rodzice zwali się Kyuhyun i Eunhyuk.

* * * 

To coś zajęło mi 10 stron w Wordzie xDD
Ugh, nigdy więcej KyuHyuka. Ten pairing mnie nienawidzi Q.Q
W każdym razie...
Hope you like it ^^ 

piątek, 17 stycznia 2014

An Angel

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień, na który Wy prawdopodobnie czekaliście
a ja modliłam się, żeby nigdy nie nadszedł xDD
W co ja się wkopałam... xD
Niemniej, EVENT CZAS ZACZĄĆ! *o*
Fanfickiem rozpoczynającym zabawę (dla mnie torturę ._.) jeeeest...

Tytuł: An Angel
Pairing: WonKyu (Siwon x Kyuhyun- Super Junior)
Gatunek: A bo ja wiem? xD Supernatural, I guess, fluff
Beta: TAK <3 

~z podziękowaniami dla mojej ukochanej semesi-bety, Veneni (wielbię Cię <3) oraz Hikari, która zgodziła się "przetestować" ficzka, kiedy moją becię gdzieś wcięło xDD

Enjoy~!

* * * 

Ten świat był dobry. Takim został stworzony- miejscem czystym, pełnym radości i miłości. Bez skazy czy grzechu. Drugi raj, położony poza niebem. Rajski ogród przygotowany specjalnie dla tych maleńkich i ukochanych przez Niego ludzi. Człowiek Take był dobry i czysty. No właśnie…
Świat i człowiek BYŁY bez grzechu.
Mężczyzna spoglądający na śpiące nadal miasto już dawno zwątpił w to, że ludzie są z natury dobrzy. Gdyby tak było, to kto rozsiewałby zło? Jest jeszcze oczywiście Szatan, ale prawdziwie czysty przedstawiciel rasy ludzkiej by mu nie uległ… Raczej.
Tajemniczy osobnik odsunął się od krawędzi wieżowca, opierając się plecami o ścianę. Dopasowana koszula o kolorze popiołu podkreślała ładnie wyrzeźbione ciało mężczyzny, uwydatniając każdy, nawet najmniejszy, mięsień. Dwójka brązowych niczym belgijska czekolada oczu wpatrywała się w nocną panoramę miasta, obserwując nadal tętniące życiem ulice. Wiatr zawiał mocniej, poruszając końcówkami ciemnych przylizanych włosów. Ciężkie westchnienie wyrwało się spomiędzy rozwartych kształtnych warg.
Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane?
Ciemnowłosy pogrążył się w rozmyślaniach, zapominając o otaczającym go świecie. Dopiero światło wschodzącego słońca, mieszające się z łuną bijącą od miasta, zdołało wyrwać go z krainy filozofii i górnolotnych idei.
Przeszedł spokojnie na nadal zacienioną stronę budynku. Rozejrzał się wokoło. Nikogo nie było.
Stanął na krawędzi, spoglądając w dół i…
Zrobił śmiały krok w przepaść.
Z jego pleców wyłoniła się para śnieżnobiałych skrzydeł, na których poszybował bezpiecznie w dół, unikając bolesnego upadku. Wylądował w mrocznej i obskurnej uliczce. Jego skrzydła poruszyły się delikatnie po czym zniknęły, pozostawiając po sobie jedynie paręnaście białych piór. Mężczyzna strzepnął jedno z ramienia i wyszedł z ciemności.
Ulice zapełniały się powoli ludźmi idącymi do pracy bądź wracającymi z nocnej zmiany. Która mogła być godzina? Po piątej? Spojrzał na zegarek, roztargniony. Dochodziła szósta.
Przyspieszył kroku. Chciał zdążyć.
Zatrzymał się na małym placu z paroma ławkami, krzewami i drzewami, imitującymi park. Usiadł na ławeczce i czekał.
Po chwili drzwi znajdującego się naprzeciwko klubu karaoke otworzyły się i z budynku wyszedł urodziwy brązowowłosy chłopak, z dużą czarną torbą przewieszoną przez ramię.
Na jego widok mężczyzna wstał a jego przystojną twarz rozświetlił promienny uśmiech.
Tamten, dostrzegłszy go, zawołał głośno.
- Siwon hyung!
Siwon włożył ręce w kieszenie spodni, czekając na młodszego.
- Hyung! Cześć. Wiedziałeś, że nie musiałeś czekać.
- Jeśli bym nie przyszedł, kto wie ile osób zdążyłbyś wkurzyć- uśmiechnął się starszy- Tak na ataki jestem narażony tylko ja.
- Co ty nie… HAHAHAHAHA!- wybuchnął nagle śmiechem chłopak
- Co się stało?- zdziwił się Siwon
Młodszy jednak śmiał się dalej, wskazując na głowę kolegi.
- Wpadłeś w stado gołębi?- zdołał w końcu wykrztusić pomiędzy kolejnymi skurczami przepony- Jakie wielkie!- stwierdził, łapiąc w dwa palce długie białe pióro
- To był… spory gołąb, Kyuhyun… Lepiej powiedz, ile osób zdołałeś dziś zawstydzić w tym nieszczęsnym klubie.
- Tylko osiem!
- Tylko?
Kyuhyun wzruszył ramionami, uśmiechając się chytrze.
- To nie moja wina, że chcą podnieść swoją samoocenę, zapraszając do zabawy niezwykle utalentowanego wokalnie kelnera…
- Kiedyś cię za to zwolnią, Kyuhyunnie- zauważył Siwon, starając się odwrócić uwagę chłopaka od tkwiącego do niedawna w jego włosach pierza
 Udało się.
- Klient nasz pan a ja robię tylko to, o co mnie proszą- zaśmiał się złowieszczo- Jak powiedziałem to szefowi, to tak go zatkało…
- Wyrzuci cię.
- Wcale nie! Sama moja obecność przynosi mu dochody- oświadczył, teatralnie odgarniając włosy ze skroni
- Ty mały, wredny… Chodźmy do domu.
Donośny śmiech Kyuhyuna był zaraźliwy. Może i jest wcieleniem zła, pomyślał Siwon, ale uroku nie można mu odmówić.
Chłopak był bardzo przystojny- brązowe włosy otulały pełną twarz Kyu, grzywka opadała co jakiś czas na czarne niczym dwa węgielki oczy, w których nierzadko można było dostrzec złowieszczy błysk. Wydatne wargi często układały się w niewróżący niczego dobrego uśmieszek, powodujący liczne omdlenia wśród wrażliwszych przedstawicielek płci pięknej. Uwielbiał robić kawały swoim kolegom, w szczególności starszym, ponieważ był świadomy, że zawsze mu wybaczą.
Siwon nie mógł pozwolić by Kyuhyun dowiedział się, kim jest naprawdę. Dzisiaj było naprawdę blisko, jednak mały diabeł sam się wyrolował tym komentarzem o stadzie gołębi.
Nie dopuści do tego, żeby wiedział. Nigdy. To by zniszczyło życie Choi. Musiałby porzucić życie w Seulu, Korei… Zniknąć z powierzchni Ziemi…
Opuścić Kyuhyuna.
Wzdrygnął się nieznacznie na tą ostatnią myśl. Rzucił przelotne spojrzenie na paplającego beztrosko dongsaengowi, najwyraźniej mającemu gdzieś, czy jego hyung go słucha. Uroczy, pomyślał Siwon, uroczy diabeł.
O ile Choi wolałby widzieć każdego człowieka z osobna z aureolą nad głową, o tyle odrzucała go myśl o anielskim Kyuhyunie. Bezgraniczna dobroć i Cho? Starszy zaśmiał się w duchu. Te słowa nigdy nie powinny znaleźć się w jednym zdaniu Kyu został stworzony do bycia wrednym i złośliwym.
- Choi, wyglądasz, jakbyś się wytarzał w niewymytym kurniku jakiegoś żula, który uznał, że znudziło mu się koczowanie pod McDonaldem- uznał z miną poważnego biznesmana Kyuhyun
Siwon zamrugał parę razy, zaskoczony. Tego jeszcze nie słyszał.
- Wow, to było oryginalne, Kyuhyunnie- odrzekł, usiłując powstrzymać wpływający mu na twarz uśmiech
- Nie bardzo- skrzywił się młodszy, przeczesując włosy palcami- Już coś podobnego ostatnio widziałem- zachichotał nagle
Choi zamyślił się.
- Mówisz o…
- Założyłbym się o milion won, że Onew tak kiedyś skończy!- Kyu wyrzucił gwałtownie w powietrze ramiona- Sorry- mruknął, kiedy jednym z nich trafił przyjaciela w szczękę
- Jinki nie jest alkoholikiem- zaoponował Siwon, rozcierając bolącą żuchwę
- Jeszcze. I zobaczysz, że będzie żebrał o kurczaki
Śmiejąc się radośnie, dotarli do kamienicy, w której mieściło się ich wspólne mieszkanie. Choi przytrzymał dongsaengowi drzwi, czego ten zdawał się nawet nie zauważyć. Z jednej strony tryskał energią, jednak starszy widział, że to tylko maska, którą chłopak założył by nie niepokoić swego hyunga. Siwon widział cienie pod oczami Kyuhyuna, zauważał jego nieudolne próby stłumienia ziewania i to, jak opadały mu powieki. Był wykończony. Ale w dalszym ciągu starał się zadowolić przyjaciela, z którym z powodu pracy mijał się przez bite dwa dni. Kochany jest, pomyślał Siwon, jednak na głos powiedział:
- Kyu, ledwo stoisz. Idź się umyć i połóż się.
Brązowowłosy potrząsnął przecząco głową.
- Nie chcę. Nie rozmawialiśmy przez 48 godzin. Czuję się winny.
- Ty? Winny?- zakpił Choi, po chwili dodając łagodniej- Niepotrzebnie. Idź.
- Ale…
- Żadnego ale. Zaraz się przewrócisz a ja nie mam ochoty wyrzucać twoich zwłok. Zresztą jutro obydwaj mamy wolne.
- Może i masz rację- poddał się diabeł, na odchodne rzucając- Ty też się zaraz kładź.
Mimo wszystko Cho Kyuhyun nie był złym człowiekiem. A przynajmniej nie aż tak złym, jak cztery lata temu.
Siwon skrzywił się na to wspomnienie.
Kyuhyun był o krok od aresztowania i zamknięcia w więzieniu. Handel narkotykami nieomal strącił chłopaka na samo dno, z którego nie dawali rady go wyciągnąć jego najlepsi przyjaciele. Rodzina już dawno się od niego odwróciła.
I pomyśleć, że to wszystko wina jego ówczesnego anioła stróża, który pewnego pięknego dnia postanowił zabawić się naiwnym człowieczkiem, będącym pod jego skrzydłami. Na szczęście po niedługim czasie upadł i archaniołowie mogli się go pozbyć, posyłając na Ziemię innego anioła by ten się chłopakiem zajął…
Tak, Choi Siwon był aniołem. Został wyznaczony na nowego opiekuna Kyuhyuna, za cel obierając sobie naprawienie szkód wyrządzonych przez tamtego kretyna, Kibuma.
Nie było to łatwe, jednak udało mu się przywrócić Cho do stanu przed „zabawą” upadłego, a obecnie martwego, anioła. Chłopak w dalszym ciągu był po prostu wredny, ale odzyskał dobre serce i rozsądek ( a przynajmniej jego część). Jego przyjaciele odetchnęli z ulgą, jednocześnie witając Choi z otwartymi ramionami. Uznali go za cudotwórcę i ciągle powtarzali, że spadł im z nieba. On sam uśmiechał się delikatnie i mówił, że jest tylko człowiekiem. Bo właśnie tym dla nich był. Człowiekiem.
Jednakże ani Siwon, ani tym bardziej jego zwierzchnicy, nie przewidzieli jednego.
- To dobranoc… Albo dzień dobry, wybierz sobie termin- mruknął Kyu, zakopując się w pościeli, kiedy w końcu wrócił z łazienki
- Śpij dobrze- odpowiedział anioł, z uśmiechem obserwując swego podopiecznego
Nikt nie spodziewał się, że Siwon się zakocha.
Choi wolnym krokiem skierował się pod prysznic, sukcesywnie ściągając z siebie wierzchnie odzienie. Kyu nawet nie zauważy, uznał, rzucając ubranie gdzie popadnie.
Wzdrygnął się lekko, kiedy pierwsze krople, nieco za chłodne jak na jego gust, zetknęły się z napiętą ze stresu skórą. Coraz cieplejszy strumień, wypływający z baterii zamocowanej pod sufitem rozluźniał ciało anioła, na chwilę sprawiając, iż zapomniał o dręczących go problemach.
Po parunastu minutach stał przed zaparowanym lustrem, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Przeciągnął dłonią po tafli szkła i przyjrzał się z uwagą swojemu obiciu. Westchnął ciężko.
- Ostatni raz, Choi. Ostatni raz…- mruknął, ubierając przygotowane wcześniej bokserki i koszulkę
Nieustannie powtarzał sobie w myślach te słowa, gdy wolnym krokiem kierował się do pokoju swego dongsaenga. Ostatni raz to zrobi i weźmie się w garść, jak na anioła z prawdziwego zdarzenia przystało.
Delikatnie uchylił drzwi sypialni młodszego. Kilka kroków, ciche westchnienie pełne rezygnacji. Przysiadł lekko na skraju materaca, obserwując uśpioną twarz chłopaka.
Wyglądasz jak aniołek, pomyślał rozmarzony Siwon, czule głaszcząc pucołowaty policzek Kyu, na którym chwilę później złożył motyli pocałunek.
- Gdybyś wiedział…- szepnął, kierując się do jego ust
- Wtedy co?
Choi odskoczył od chłopaka, zaskoczony. Powinien spać, przemknęło mu przez myśl, dlaczego tego nie sprawdziłem…
Siwon podniósł pełne przerażenia spojrzenie na Kyu, spodziewając się dosłownie wszystkiego- strachu, zaskoczenia, obrzydzenia, kpiny.
Kyuhyun siedział sobie przed nim, łagodnie się do niego uśmiechając. Zero wyzwisk, żadnych szyderstw. Po prostu miły uśmiech.
- Kyuhyun, ja nie wiem, co…- wydukał zbity z tropu anioł
-…co mam powiedzieć?- dokończył Cho, udając głębokie zamyślenie- Może na początek: „Cho Kyuhyunie, jesteś fantastycznym chłopakiem, mądrym, utalentowanym i zabójczo przystojnym. Ja natomiast jestem cholernym tchórzem, bo byłem w stanie wyznać ci miłość tylko wtedy, kiedy spałeś”- roześmiał się serdecznie- Tak, to by było niezłe.
- Co?
- Oh, no dobrze, skoro tak nalegasz, to możesz jeszcze dorzucić coś w stylu „postanawiam poprawę i proszę o rozgrzeszenie”. Jeśli poprawi ci to nastrój…
- Czekaj, skąd ty… Jak…
- Wiesz, ciężko się nie zorientować, jak ktoś prawie co noc przyłazi ci do pokoju i mówi, że cię kocha, myśląc, że ty sobie smacznie śpisz- Kyu wzruszył ramionami lekceważąco
Siwon spuścił głowę, zawstydzony. Poczuł się jak prześladowca.
- Przepraszam…- wyszeptał po chwili
- Co ty, głupi?- prawie krzyknął Cho- Co za kretyn, niech cię szlag…
Anioł podniósł głowę, nie rozumiejąc zachowania młodszego, jednak wszystkie myśli bezpowrotnie opuściły umysł Choi, gdy ciepłe wargi Kyu dotknęły jego własnych.
Kyuhyun całował go delikatnie, z wyczuciem, jakby badając reakcję Siwona.
Ten jeszcze przez parę sekund trwał w lekkim szoku, po czym z widocznym zapałem przyłączył się do działań chłopaka.
Chwycił Kyu za kark, przyciągając go bliżej siebie. Przejechał językiem po pełnej dolnej wardze młodszego, który bez wahania je dla niego rozwarł. Po chwili obydwaj niespiesznie badali wnętrza swoich ust, leniwie stykając się jezykami. Siwon poczuł, jak ramiona chłopaka owijają się wokół jego szyi a palce bawią się mokrymi jeszcze kosmykami włosów Choi. W odpowiedzi wolną ręką objął go w pasie i zabił wolna przestrzeń między ich ciałami.
- I co? Nie było w tym nic strasznego, prawda?- wymruczał miękko Kyu, gdy oderwali się od siebie, by nabrać w płuca życiodajnego tlenu
- Nie- uznał Siwon, nie odsuwając się od ukochanego- jednak to w dalszym ciągu jest niepoprawne
- Prawda- przyznał Cho- ale skoro ciągle mi powtarzasz, że jestem niepoprawny, to raczej wszystko jest na swoim miejscu, nie sądzisz?
- Masz rację- zgodził się ze śmiechem Choi
Kyuhyun odsunął się nagle, odrzucił na bok kołdrę i, chwyciwszy mocno przyjaciela, rzucił się na materac.
- A teraz morda w kubeł, bo chcę spać- oznajmił, przykrywając ich obydwu- Jak wstanę, będziesz mógł wyznać mi miłość.
Siwon zachichotał tylko, przytulając Kyu do serca.
- Kocham cię, Siwon- mruknął jeszcze, zanim zasnął
Anioł pocałował go we włosy, starając się zignorować niepokój, powoli wkradający się w jego zakochane serce.

* * * 

Mam nadzieję, że pierwszy one shot się podobał ^^
Zaczęłam go w lipcu, ale jakoś tak leżał i leżał... xp
Ah, jest jeszcze sprawa. Ważna.
Otóż wszechświat, jak zwykle, jest przeciwko mnie, tym rzem jest jednak znacznie gorzej.
Druga liceum i koniec semestru to dosyć nieprzyjemne połączenie, szczególnie gdy 
ktoś robi taki event, jaki ja właśnie zaczęłam x.x
Zmierzam do tego, iż w przyszłym tygodniu mam 6 sprawdzianów i 2 kartkówki Q.Q
Ja nie wiem, jak ja to wszystko ogarnę... Plus pisanie ficków...
Nie chcę dziur już na samym początku...
Uprzedzam Was tylko, że może być różnie TT.TT
I proszę o wsparcie, oczywiście xDD
Dobra, to ja już zmykam, trzeba kończyć opornego ficka (tak, mówię o fanficku dla Ciebie, Fanka -,-)
To dobranoc wszystkim ^^
Ah, i wszystkiego najlepszego dla mojego Pióra z okazji 10tych urodzin <3
 

piątek, 10 stycznia 2014

Jeszcze żyję! xD

Nie jest to rozdział Immortu ani początek eventu, bo ten jest dopiero/już (fuck... xd) za tydzień.
Chcę Wam tylko dać znać, że jeszcze żyję, nie umarłam i się nie rozkładam w jakimś rowie
Bóg jeden wie, gdzie xDD
No i że coś robię, chociaż idzie mi to dosyć opornie.
...
Dobra, bo już czuję pod skórą te wszystkie pytania, jak mi idzie z pisaniem.
Otóż ciężko i prawie wcale xd
W grudniu wena pozwoliła mi na napisanie tylko pierwszego one shota, oprócz tego
mam skończony jeszcze jeden ff i połowę następnego, trochę pozaczynane...
Słowem bądź dwoma, kompletny bałagan.
Do tego zaczęła się znowu szkoła, dwa tygodnie do wystawienia ocen... Q.Q 
Ale spokojnie, mam wszystko w miarę rozplanowane, więc jeśli wena dopisze, to powinnam się
wyrobić. A przynajmniej z większością.
Bo jeśli jednak mi się nie uda, to mam plan B xD
Event skończy się 16.02, wtedy też mam ostatni dzień gnicia w szkole, zaczynają mi się 
ferie... Czyli jeśli się nie wyrobię ze wszystkim na czas, będę nadrabiać w ferie. Plus jakieś dodatkowe ficki w ramach przeprosin za niedotrzymanie obietnicy xd
Mówię Wam to, bo nie chcę Was okłamywać czy zawodzić no i też dlatego, że
jestem w czarnej dupie i liczę na Waszą wyrozumiałość xD
Także, co Wy na takie wyjście awaryjne?

wtorek, 24 grudnia 2013

Event

Cześć wszystkim~!
Tak, jak obiecałam, dodaję dzisiaj notkę. Nie jest to jednak kolejny rozdział Immortu ^^
Tytuł pewnie wiele już Wam zasugerował. Tak, przygotowywuję event na blogu :3 Pewnie mnie zamordujecie za to, że mówię wam o nim na jakieś 3 tygodnie przed, ale uznałam, że informując Was dzisiaj, w Wigilię, sprawię Wam jakąś przyjemność (i będę musiała się spiąć, bo już nie mogę się wycofać xD). Tak więc, do rzeczy.
Mniej więcej na przełomie stycznia i lutego minie 10 lat, odkąd napisałam swoje pierwsze opowiadanie. Bazowałam na legendzie o Toruńskich Piernikach <3
Przeglądałam też ostatnio swój stary pamiętnik (Shisusie... XD) i odnalazłam wpis z 26.01.2005r., kiedy to po raz pierwszy spróbowałam swoich sił w pisaniu książki, oczywiście z marnym skutkiem, ale jednak xD
Tak więc, w tym samym okresie czasu obchodzę dwie bardzo ważne dla mnie rocznice. Wypadałoby je jakoś uczcić, prawda? Pomyślałam tak samo i postanowiłam podzielić się z Wami moją radością <3
Niestety, moje województwo ma ostatnią turę ferii, co nieco pokrzyżowało mi plany. Niemniej, zrezygnować nie zamierzam (zbyt dużej ilości osób powiedziałam, że to zrobię ^^'').
Dlatego mam zamiar spiąć teraz dupę, schwycić wenę i pisać jak szalona, bo w dniach 17.01-16.02 będę codziennie dodawać fanficka!! Wyjątek stanowi 26.01, kiedy to dodam ich dwa, oczywiście w odstępie paru godzin. Nie będzie to łatwe, ale jestem pewna, że z Waszym wsparciem dam sobie radę ^^
Mam nadzieję, że pomysł się podoba, bo chociaż ja na to wpadłam, to jestem przerażona jak cholera xD
Dobra, tyle na ten temat. Jest Wigilia, więc powinnam złożyć Wam jakieś życzenia <3
Tak więc, życzę Wam, moi kochani, żeby te święta były dla Was niezapomniane. Żebyście spędzili je z osobami, które kochacie, nie ważne, czy to rodzina czy inne bliskie Wam osoby. Abyście odnaleźli to, czego szukacie, własnej ścieżki, którą będziecie podążali lub ukochanej duszy, jeśli tego właśnie pragniecie. Siły na przezwyciężanie własnych słabości i na pokonywanie przeciwności losu. Czasu dla siebie, dla najbliższych i oczywiście na czytanie i komentowanie fanficków :D
Dużo prezentów pod choinką... Hej, obczajcie to! Czy nie byłoby fajnie, gdyby Święty Mikołaj przyniósł Królika Wielkanocnego, który sam położyłby paczki pod choinką?  *w* No więc życzę wam też takiego Królika Wielkanocnego <3
I oczywiście genialnego Sylwestra i wspaniałego Nowego Roku! Oby był lepszy od 2013 ^^
Wesołych Świąt! Kocham was bardzo <3333
Chizuru~

niedziela, 22 grudnia 2013

Immortuorum- rozdział 5

Hejoo~
W końcu udało mi się odzyskać wenę twórczą i powracam do Was
z świeżo wysmarowanym rozdziałem Immortu ^^
Cieszycie się? :D
Ten rozdział nie jest tak dziwny jak czwarty, ale również różni się
od pierwszych trzech. Mniej w nim opisów, prawie wcale...
Ale jest to efekt zamierzony, więc jest ok xD
Z przyjemnością oddaję w Wasze łapki ten rozdział. Jest on według mnie dosyć istotny, więc... xD
Part dedykuję dwóm osobom: VitaMin, której komentarz pod czwartym rozdziałem
prawie doprowadził mnie do łez (kochana jesteś ;__;). Ponadto nie mam z Tobą poza tym blogiem
żadnego kontaktu, a Ty jednak czytasz, komentujesz... Dziękuję z całego serca <3
Drugą osobą jest ktoś, kto jakiś czas temu poprosił mnie na Twitterze o link do bloga- Madame Mada. Kochana, Twoje słowa tak wiele dla mnie znaczą... też się prawie popłakałam :')
Nie przedłużając, miłego czytania życzę xD
Ps Proszę o komentarze, bo w najbliższych dniach czeka mnie dużo pisania.
 Dlaczego? Tego dowiecie się w Wigilię *w*
Ale myślę, że pomysł Wam się spodoba ^^
Enjoy~!

* * *

Pisał, by się wyzwolić.
Chciał uwolnić się z okowów cierpienia, ciężaru winy, jaki przez ostatnie miesiące regularnie odkładał się na jego barkach. Pragnął choć na chwilę pozbyć się tego ciążącego mu niemiłosiernie uczucia bezradności. Czasami miał wrażenie, jakby pod jego wpływem miał się przewrócić, w jakiś sposób fizycznie ucierpieć. Ta sprawa go przytłaczała, spędzała sen z powiek, tak niezbedny zszarganym nerwom Sungmina. Potrzebował odpoczynku, odcięcia się od otaczającego go świata.
Dlatego pisał.
Sam do końca nie rozumiał, dlaczego zabrał ze sobą dziennik. Na komisariacie kręciło się mnóstwo ludzi, ktoś mógł go znaleźć i przeczytać. Najbardziej obawiał się, iż będzie to Donghae. Jego przyjaciel nie należał do zbyt rozgarniętych osób, fakt, ale Lee był pewny, że młodszy nie przeszedłby obojętnie koło jego zapisków. Tyle sekretów skrywał ten cienki zeszycik! Notatki Sungmina były krótkie, ale stanowiły kwintesencję jego odczuć, spostrzeżeń i przemyśleń.
Właśnie dlatego momentalnie zakrył go leżącymi na biurku papierami, kiedy młodszy Lee wpadł niespodziewanie do jego gabinetu.
- Na miłość boską, Donghae- warknął Sungmin, w duchu mordując podwładnego- Pukaj zanim wejdziesz!
- Ogarnij burdel, Ming- Hae zignorował groźne spojrzenie przyjaciela, kładąc mu na wolnym od dokumentów fragmencie biurka kubek z kawą- Będziesz miał gości.
- Gości?- detektyw zmarszczył brwi, na chwilę zapominając o powodzie swojej złości, który właśnie stał przed nim z dziwnym uśmiechem, wymalowanym na twarzy- Jakich gości?
- Nadinspektora i jakiegoś faceta.
- Co?- zdziwił się inspektor- Jakiego?
- Szef nie chciał powiedzieć- westchnął Donghae- Zrobił tą swoją minę a la super tajny agent i uznał, że nie jestem godzien, by posiąść tę wiedzę.
Sungmin uśmiechnął się pod nosem.
- Tak, to bardzo w jego stylu… Kiedy przyjdą?
- Niedługo, może za godzinę- oznajmił, po czym wyszedł z pomieszczenia
Lee westchnął ciężko i wyciągnął na wierzch swój dziennik, dopisując jeszcze parę zdań. Obiecał sobie w duchu, że skręci przyjacielowi kark za ten „burdel”, jednak kiedy przebiegł wzrokiem po swoim stanowisku pracy uznał, że Hae nie jest tego wart. I że ostatecznie ma trochę racji.
Na blacie walały się książki, wypełnione i czekające na jego podpis dokumenty, puste kubki po kawie, łyżeczki, talerzyk po cieście, które ofiarowała mu jakaś wdzięczna obywatelka (oczywiście dopilnowała, by je skonsumował) oraz wiele innych przedmiotów, których zidentyfikowanie sprawiało trudność nawet ich posiadaczowi. 
Sungmina przeszedł dreszcz grozy. Jeśli jego szef zobaczy taki bałagan, na dodatek kiedy będzie z jakąś znaczącą osobistością (którą owy gość niewątpliwie był, innych by tu nie przyprowadzał), to na pewno urządzi mu potem piekło. Nie ważne, jak bardzo nadinspektor lubił detektywa- brud jest czymś, przez co cała ta sympatia może zniknąć równie efektywnie jak dźgnięta szpilką bańka mydlana.
Inspektorowi nie pozostało nic innego, jak tylko posprzątać.
Ściągnął marynarkę, zakasał rękawy i chwyciwszy stojący w rogu pokoju kosz na śmieci, rozpoczął doprowadzanie swego miejsca pracy do porządku.
Poukładał w równe stosiki dokumenty, książki odłożył na stojącą we wnęce biblioteczkę, brudne naczynia postawił z boku. Nimi zajmie się później. Szybkim spojrzeniem ocenił przydatność reszty tajemniczych przedmiotów, nadal zalegających mu na biurku, po czym uznawszy, że nawet nie wie, czym są, chwycił długą linijkę kreślarską i zrzucił podejrzane śmieci do kosza. Linijka oczywiście podzieliła ich los (Lee wolał nie ryzykować, nie wiadomo w końcu, czego ona dotykała).
Następnie podszedł do okna i otworzył je na oścież, chcąc wpuścić nieco świeżego powietrza.
Właśnie wycierał blat i układał na nim niezbędne mu do pracy papiery, kiedy do gabinetu ponownie zawitał Donghae. Starszy Lee spojrzał na niego pytająco.
- Masz dosłownie parę minut- Hae skrzywił się nieznacznie- Nie mam pojęcia, kim on jest, ale coś mi mówi, żebyś na niego uważał.
- Dlaczego?- spytał zdziwiony Ming
Donghae jedynie pokręcił głową i wyszedł.
Detektyw odłożył na bok ścierkę i, zamknąwszy wcześniej okno, usiadł za biurkiem, starając się zachowywać pozory. W końcu szef nie musiał wiedzieć, że jego podwładny ostatnią godzinę spędził na sprzątaniu, zamiast na dochodzeniach i łapaniu przestępców.
Sięgnął po najbliższy stos dokumentów i jego dobry humor w jednej chwili wyparował. Zaczął liczyć.
Jeden, drugi, trzeci, czwarty… Siódmy, ósmy…
Podskoczył ze strachu, gdy usłyszał gwałtowne pukanie do drzwi.
- Proszę- odpowiedział, siłą woli usiłując uspokoić rozszalałe serce
Do gabinetu wszedł nadinspektor, jak zwykle szeroko uśmiechnięty.
- Dzień dobry, panie Lee! Och, widzę, że pracowałeś. Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy za bardzo?
- Nie, skądże- zaprzeczył Min, wpatrując się w stojącego w progu szefa. Samego- Podobno miał pan przyjść z gościem- zauważył po chwili
- Ach tak! Gdzie się podziały moje maniery… Proszę wejść.
Nadinspektor wszedł głębiej pomieszczenia, ustępując miejsca wysokiemu mężczyźnie, czekającemu dotąd cierpliwie na korytarzu. Lee od razu go poznał.
- Dzień dobry, hrabio- przywitał się uprzejmie, wstając ze swojego miejsca
Szlachcic uśmiechnął się uprzejmie.
- Nie musi mnie pan tak tytułować, inspektorze- zaśmiał się - To całkiem zbędne.
- Może usiądziemy?- Zaproponował nadinspektor, wskazując dłonią na dwa puste fotele przed Sungminem.
- Chętnie.
Mężczyźni zajęli miejsca po drugiej stronie biurka. Szef Minga uśmiechał się szeroko, spoglądając to na swego podwładnego, to na Cho, który spokojnym ruchem dłoni wygładzał fałdy swojego skromnego płaszcza.
Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie miarowym tykaniem stojącego w rogu pokoju zegara.
- Więc… co panów do mnie sprowadza?- Spytał w końcu Sungmin, splatając palce na blacie
- Ach, nic szczególnego!- Roześmiał się serdecznie nadinspektor- Po prostu uznałem, że powinni się panowie bliżej poznać.
- Oczywiście, panie Smith- odrzekł Lee, rzucając krótkie spojrzenie Draculi, który uśmiechał się lekko, jakby z zażenowaniem. Cóż, nie był sam.
- Rozumiecie- powiedział Smith, teatralnie spoglądając na sufit- Miejscowy stróż prawa i wpływowy szlachcic…
- Proszę się nie zapędzać, nadinspektorze- przerwał mu z ledwo widocznym grymasem hrabia- Jestem mieszkańcem Morteny, takim samym, jak każdy inny.
- Chyba nie do końca takim samym- powiedział z rozbawieniem inspektor
Kyuhyun rzucił mu dziwne spojrzenie. Pełne ciekawości, rezerwy… Obawy? Lee nie był w stanie stwierdzić, gdyż w tym samym momencie Cho parsknął śmiechem, odwracając na chwilę wzrok.
- Status społeczny w obliczu człowieczeństwa znaczy tyle, co nic- oznajmił spokojnie brązowowłosy- Jedyne, co nas różni, to posiadany majątek, który ja w każdej chwili mogę stracić, a oni zyskać. Poza tym- dodał po chwili namysłu- wszyscy jesteśmy tacy sami.  Niezależnie od tego, kim jesteśmy.
Lee był nieco zaskoczony. Spodziewał się raczej, że szlachcic będzie się obnosił ze swym bogactwem, opowiadał niezainteresowanemu detektywowi o tym, jak to nie musi pracować, ponieważ jego majętna rodzina pozostawiła mu pokaźny spadek, dzięki któremu może sobie używać życia, ile tylko zapragnie. Zamiast tego prawił o równości w społeczeństwie i zmienności losu.
Nietypowe, chociaż powinienem się tego domyślić, widząc jego płaszcz, pomyślał Sungmin. Jednak na głos powiedział:
- Ma pan całkowitą rację. Każdy z nas jest sobie równy.
- Wiedziałem, że złapiecie kontakt!- Nadinspektor klasnął w dłonie z uciechy
Mężczyźni roześmiali się, w duchu wzdychając ciężko nad naiwnością Smitha. Ten człowiek był święcie przekonany, że Lee i Cho zostaną dobrymi przyjaciółmi.
Czy człowiek może mieć rację, będąc jednocześnie w błędzie?
W trakcie rozmowy Sungmin ukradkiem pocierał oczy, modląc się jednocześnie, by nie były przekrwione. Starał się jak najrzadziej mrugać i nieustannie tłumił ziewanie.
Dzisiejsza noc była już czwartą z rzędu, kiedy nie spał dłużej niż marne dwie godziny. Albo trzy, jeśli miał szczęście. Na samym początku nie przeszkadzało mu to zbytnio - jako policjant był przyzwyczajony do tego, że co jakiś czas mogą mu się zdarzać nieprzespane noce. Wielokrotnie uczestniczył w akcjach, przez które musiał poświęcać nocne godziny przeznaczone na sen.
Jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się praktycznie nie spać cztery dni pod rząd. No, prawie nigdy. Jednakże wtedy napędzała go niepowstrzymana wola walki, chęć ochrony mieszkańców Morteny, ujęcia psychopatycznego zbira, grasującego po mieście…
Tym razem było inaczej.
Tym razem bezsenność spowodowana była czystą bezradnością.
- Ach, drogi hrabio, mogę pana zapewnić, że i ja, i pan Lee cieszymy się z pana przyjazdu- głos nadinspektora Smitha wyrwał Sungmina z rozmyślań
Lee spojrzał na szlachcica, który sprawiał wrażenie zawstydzonego słowami policjanta.
- Proszę przestać, panie Smith- podrapał się po głowie, najwyraźniej nie do końca wiedząc, jak zareagować- Doprawdy, doceniam to, ale nie przesadzajmy. Ja tylko wróciłem do domu.
- Skąd pan wrócił?- Spytał zaciekawiony inspektor. Jako stróż prawa powinien wiedzieć co nieco o ludziach, których strzegł. Szczególnie, gdy ci mogli okazać się wpływowymi osobami
- Odwiedziłem daleką rodzinę w Transylwanii- oznajmił Dracula, po raz kolejny spoglądając z ostrożnością na swego rozmówcę
- Ma pan tam rodzinę?- zdziwił się Lee- Aż w Transylwanii?
- Miałem- sprostował brązowooki- Kuzyn zmarł niedawno, więc udałem się tam, by załatwić wszelkie formalności. Byłem jego jedynym krewnym.
- Proszę przyjąć nasze kondolencje, hrabio- rzucił szybko Smith, posyłając Cho zmartwione spojrzenie
Kyuhyun uśmiechnął się smutno.
- Dziękuję. Ale proszę się nie przejmować, już wszystko w porządku.
Na chwilę zapadła cisza, przerwana wkrótce przez zwierzchnika Sungmina, który za punkt honoru obrał sobie poprawienie hrabiemu humoru. Detektyw starał się brać udział w rozmowie, co utrudniała mu mgła, przysłaniająca Minowi co jakiś czas widok na otaczający go świat. Mrugał wtedy gwałtownie, udając, że coś wpadło mu do oka.
Po pewnym czasie szef policji pożegnał się, oznajmiając, iż czeka na niego wiele pracy.
- Życzę panom miłego dnia- uśmiechnął się, po czym opuścił gabinet podwładnego
Lee wziął głęboki wdech, zastanawiając się gorączkowo, o czym ma teraz rozmawiać ze swoim nieprzejawiającym chęci pójścia w ślady nadinspektora gościem. Kiedy przebywał z nimi Smith, konwersacja szła gładko- jego szef był z natury osobą gadatliwą, dlatego tematów nie brakowało.
Na jego szczęście (lub nieszczęście) szlachcic postanowił przejąć inicjatywę.
- Więc… Od kiedy jest pan inspektorem, panie Lee?
- Niedługo miną trzy lata- odparł spokojnie detektyw- jednak do samej policji dołączyłem pięć lat temu.
Cho uśmiechnął się.
- Musiał pan się czymś przysłużyć, skoro tak szybko osiągnął pan tak znaczące stanowisko.
- Owszem, jednak nie lubię o tym rozmawiać- uciął niezbyt delikatnie
- Rozumiem.
Cisza. Dracula wbił wzrok w swoje dłonie, nagle interesując się ich kształtem.
Tym razem to Sungmin odezwał się pierwszy.
- Od kiedy pan tu mieszka? Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tu pana widział.
- Ach- hrabia podniósł na niego wzrok- To dlatego, że przeprowadziłem się tu zaledwie pięć lat temu, jednak dużo czasu spędzałem w podróży pomiędzy Morteną a moim poprzednim miejscem zamieszkania, załatwiając niedokończone sprawy. Sama podróż zajmuje wiele czasu.
- Rozumiem- Lee patrzył na niego uważnie. Coś mu się w tym chłopaku nie podobało… Tylko co?- Jak się panu tu podoba?
- Jest cudownie!- Twarz Cho zajaśniała radością- Widoki są piękne, architektura miasta powala na kolana a ludzie, których dotychczas udało mi się spotkać, byli wprost przemili!
Min także się uśmiechnął, po części dlatego, że wyczuł, iż w owym geście u hrabiego nie było ani grama fałszu.
No i uśmiech Kyuhyuna był po prostu zaraźliwy.
Gdy się uśmiechał, wyglądał jak dziecko, które zaraz dostanie wielkiego lizaka.
Nie przypominał wtedy poważnego szlachcica, którym niewątpliwie był.
- Cieszę się- zaśmiał się, przecierając oczy
Był tak bardzo zmęczony… Marzył o kilku godzinach snu, który niewątpliwie zregenerowałby jego siły. Albo nie, lepszym dla niego wyjściem byłoby przespać dobre parę dni. O tak, to by mu wyszło na zdrowie. A gdyby jeszcze sprawa tajemniczych zgonów rozwiązała się sama- raj na ziemi. O nic więcej nie prosił.
Bo o pozbawienie się ciążących mu wyrzutów sumienia nawet nie śmiał błagać…
- Wszystko w porządku?
Sungmin otworzył oczy, nawet nie wiedząc, kiedy je zamknął.
Dracula pochylał się lekko w jego stronę, zmartwiony. Lee widział to w jego oczach o ładnym odcieniu brązu, w których mogłeś zatonąć i już nigdy nie wypłynąć…
Chyba naprawdę jestem zmęczony… uznał inspektor, potrząsając gwałtownie głową, by się rozbudzić. Przy gościu nie mógł zasnąć. To by było nieuprzejme.
- Tak… Nie- poprawił się szybko, widząc pełne nagany spojrzenie Cho. Przeczesał palcami włosy- Po prostu ostatnio nie sypiam zbyt dobrze.
- Dlaczego?
Mężczyźni ponownie spojrzeli sobie w oczy. Sungmin nagle poczuł, że może mu wszystko powiedzieć. Że chce mu wszystko powiedzieć. Co go do tego skłaniało? Sam nie wiedział. Jednak z chęcią poddał się temu uczuciu, chcąc sobie ulżyć.
- Stoję w miejscu z pewną sprawą… Nie potrafię jej rozwikłać, nie ważne, jak bardzo się staram… Rozwiązanie… Ono wymyka mi się!- uderzył dłonią w biurko, nawet nie spoglądając na hrabiego, który jedynie obserwował go z zainteresowaniem.
Lee wziął do ręki wywrócony stosik nekrologów, który to dwie godziny temu pozbawił go względnie dobrego nastroju. Począł uderzać nimi o blat, na nowo je prostując.
- Co to?- Zainteresował się Dracula
- Akty zgonu- odpowiedział ponuro inspektor- z dnia wczorajszego. W ciągu ostatniej doby zmarło dziewięć osób, z czego tylko u dwóch da się stwierdzić przyczynę zgonu.
- Ma pan jakąś teorię?- Spytał powoli hrabia, wbijając w niego uważne spojrzenie
- Chciałbym- westchnął ciężko detektyw, kładąc głowę na leżących na biurku ramionach
Czy gdyby tego nie zrobił, zauważyłby ulgę malującą się na twarzy jego gościa?
- Wie pan, co jest najgorsze?- powiedział dość niewyraźnie Sungmin- Najgorsze jest to, że nikt mi nie wierzy, nikt nie chce pomóc. Każdy tylko bagatelizuje moje obawy, twierdząc, że taka jest kolej rzeczy. Do diabła!- Zawołał Lee, podnosząc się gwałtownie do poprzedniej pozycji- Czy normalne jest to, że siedemnastoletnia, zdrowa dziewczyna, nagle umiera na ulicy? Że serce młodego mężczyzny, który wkrótce miał zostać ojcem, bez żadnego powodu staje?
- Ludzka obojętność na cierpienie bywa czasami gorsza, niż gdy sami robią coś złego- rzekł Kyuhyun, opadając z westchnieniem na oparcie fotela- Brak działania wielokrotnie wyrządza jeszcze większą krzywdę ludziom dookoła.
- Dokładnie- odparł zaskoczony inspektor
- Osobiście uważam, że nie powinni pana traktować w ten sposób, panie Lee. W końcu zawsze może okazać się, że to nie pan się myli, lecz właśnie oni.
Detektyw zdębiał. Wpatrywał się wielkimi ze zdziwienia oczyma w siedzącą przed nim postać, nie wierząc w to, co właśnie słyszał. Czyżby w końcu ktoś…
- Wierzy mi pan?- Wydukał-  Myśli pan, że mogę mieć rację? Że tutaj naprawdę coś jest nie tak?
Kyuhyun przez chwilę milczał, jakby analizując słowa, które za chwilę miały paść z jego ust.
W końcu spojrzał na Sungmina z powagą w oczach.
- Tak, wierzę.